Prezentacja krajów wolontariuszy EVS
31 maj 2012 Dodaj komentarz
W środę wieczorem, tak jak planowaliśmy od dłuższego czasu, w Casa Per La Pace obyła się prezentacja krajów przez wolontariuszy EVS, czyli Marketę (Czechy), Macd i Rebone (RPA) i mnie (Polska:P).
Oczywiście najpierw była nieodzowna wspólna kolacja, a potem (z pół godzinnym opóźnieniem) przedstawialiśmy przygotowane przez nas prezentacje. I każda była zupełnie inna.
Moja (pierwsza) krótko przedstawiała Polskę, za to większość czasu opowiadałam o Poznaniu (i nawet pytano mnie, czy na pewno chcę zostać na trochę dłużej w Mediolanie, bo przecież Poznań taki zielony… No przyznam, prezentacja zabrzmiała jak strona z ulotki biura podróży zachęcającej do odwiedzin stolicy Wielkopolski… Ale taki był właśnie mój zamiar:P).
Następnie nasi EVSowi ragazzi przedstawiali Republikę Południowej Afryki. I ta prezentacja wzbudziła zdecydowanie najwięcej emocji i pytań ze względu na swój egzotyczny charakter.
Na końcu Marki zabrała nas w krótką podróż do najbardziej urokliwych zakątków Republiki Czeskiej, przedstawiła znane postaci kultury i polityki oraz wzbudziła zainteresowanie (i uznanie ;D) wspominając marki doskonałego czeskiego piwa!
Beztrosko w Aronie ;)
27 maj 2012 Dodaj komentarz
Udało się. W końcu pojechałam do Arony z rewizytą. Towarzyszyła mi Del. Odwiedziłyśmy Nadię i Ivanę oraz poznałyśmy ich współlokatora Hiszpana Alberto. (Miałyśmy się też widzieć z Mają, Pauliną, Riccardo i Andreą, ale dotarli o 15.45 a my już o 16.00 wracałyśmy do Mediolanu, mimo wszystko miło było ich widzieć choć przez te 5 minut!).
Arona to niezwykle zadbane, małe, urocze miasteczko (liczy ok. 15 tysięcy mieszkańców) w Piemoncie nad Jeziorem Maggiore. Idealne na odpoczynek, na wypad weekendowy (50 minut pociągiem z Mediolanu), na nacieszenie oczu pięknymi widokami, powdychanie świeżego powietrza…i opalanie się.
Nasi wolontariusze mieszkają niedaleko centrum, nad barem, gdzie czasem, oprócz doposcuoli, pomagają. Mieszkanie jest naprawdę przestrzenne, jasne, z wielkimi oknami, które przypomniały mi dom. Z kuchni można wymknąć się na dach nad salą koncertową i jak mówi Nadia: w przyjemny sposób zadbać o swoją opaleniznę ku zdziwieniu sąsiadów zerkających z balkonów obok…
Krótko mówiąc, Arona mnie ujęła.
I jedno jest pewne, wrócę tam (tak, Nadio, piszę te słowa szczególnie do Ciebie, ja do Was wrócę niebawem
!!!).
I kilka zdjęć z fb: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.3881457762249.166277.1452967758&type=3&l=077837ac0a
Koncert na politechnice i fan Sapkowskiego
27 maj 2012 Dodaj komentarz
Pogoda ostatnio jest dość kapryśna. Choć nie powinnam narzekać, bo wyjątkowo (!) wczoraj (czyli jednak w weekend) dopisała i świeciło słońce. Tu, na północy Włoch, pogoda rozpieszcza w ciągu tygodnia, a dość drastycznie zmienia się w sobotę i niedzielę, dość mocno irytując Włochów… i trudno się dziwić!
W piątek było całkiem przyjemnie, a gdy ok. 20.00 razem z Sinzi i Del szłyśmy na koncert rockowy na Politechnikę, gdzie dziewczyny miały 2 godziny pracować nad promocją wolontariatu, niebo zaczęło się zaciągać i wezbrał silny wiatr…no i jak można było przypuszczać, o 20 prawie nikogo nie było, nawet scena nie była odsłonięta… A więc nawiązywałyśmy kontakty z ludźmi ze standów obok, czyli np. Amnesty International czy Greenpeace.
I tak oto poznałam niejakiego Lukę, studenta ekonomii na Uniwersytecie św. Serca, który przyznał się do swojej fascynacji Andrzejem Sapkowskim (i zaczął mnie o niego wypytywać! oczywiście na początku używając: Andrea Sapkowski…), później podzielił się swoją pasją do science fiction i opowiedział mi (pokrótce?), o czym pisze powieść. Zgubiłam się po dwóch minutach w opowieści o wampirach, imperiach, karłach, itd. Ale mimo wszystko uświadomiłam sobie, jak dobrze mieć swoją pasję i w nią inwestować!
Interkultura po angielsku – część 2
23 maj 2012 2 komentarzy
A więc dziś mieliśmy drugie ostatnie spotkanie z klasą 4 biologiczną w liceum przy stacji metra Cimiano.
I byli równie sympatyczni jak wczoraj, nawet troszkę bardziej otwarci, przygotowani, i zadawali sporo pytań. Chyba im się spodobało, bo na końcu zdecydowali, że jako klasa chcą przekazać jakąś sumkę z pieniędzy klasowych na działalność CasaPace, co było bardzo miłym gestem.
Dziś zaczęliśmy od gry integracyjnej: jak się czujesz (SUN, STORM, CLOUD, etc.), czyli podobnie do kursów prowadzonych w języku włoskim. Potem prezentowaliśmy lub mówiliśmy o rzeczach, symbolach, cechach reprezentujących nasze kraje, o tym, co lubimy w naszej kulturze a co nam się nie podoba. (Ja miałam przy sobie tomik poezji Herberta – od Kuby z Turynu!! dziękuję
, mówiłam o języku polskim i polskiej poezji…i oczywiście o lubianej w Italii Wisławie Szymborskiej i wierszu Nic dwa razy – Nothing twice – Nulla due volte
)…i pokazywałam zdjęcia szarych, mało uśmiechniętych, zamkniętych w swojej skorupce ludzi jadących autobusami…bo takie mam wrażenie, że jesteśmy – jako Polacy – trochę zamknięci, nie patrzymy na innych, itd). Każdy miał okazję podzielić się swoimi przemyśleniami i było to bardzo ciekawe!
Później Macd i Rebone prezentowali projekt EVS, następnie Marki działalność CasaPace, później śpiewaliśmy po angielsku razem z grającą na gitarze Merche…i zakończyliśmy ciekawym podsumowaniem…i ciekawymi sugestiami całej grupy na przyszłość…i oczywiście grupowym masażem <sic!>.
Potem jeszcze rozmowa z nauczycielami, dyrekcją…i obietnica, że od września tam wracamy i prowadzimy więcej podobnych kursów. Hurra!
W drodze powrotnej (i aż do teraz) dopisywał mi bardzo dobry humor. Jednak praca z fajną młodzieżą może uskrzydlić… Czy to znaczy, że jednak tęsknię za nauczaniem?
…
I małe co nieco na temat języka włoskiego na dziś:
http://wloskicafe.blogspot.it/2012/05/woskie-przerywniki-i-nawyki-jezykowe.html
Interkultura po angielsku – część 1
22 maj 2012 Dodaj komentarz
Dziś mieliśmy (Marki, Merche, Rebone, Macd i ja) pierwsze spotkanie z czwartą klasą liceum, prowadzone w języku angielskim, na temat interkultury, wolontariatu, komunikacji… po to żeby szerzyć wiedzę na temat innych krajów, ale też ćwiczyć żywy język angielski w szkołach.
Trafiła nam się bardzo sympatyczna grupa uczniów i już cieszę się na jutro, na ciąg dalszy.
Co ciekawe, jedną z gier, którą zaproponowaliśmy, było zadawanie nam pytań, na które mogliśmy odpowiedzieć TAK lub NIE w celu odgadnięcia z jakiego kraju jesteśmy. I moje pochodzenie okazało się najtrudniejsze. Pierwszą rozpracowali Mercedes, że z Hiszpanii (chyba ze względu na imię), potem Marki, potem chłopaków i na końcu mnie (pytali, czy pochodzę z kraju, gdzie językiem oficjalnym jest angielski, potem czy z Hiszpanii czy Portugalii, a może z Francji, Islandii czy ze Skandynawii… do Polski doszli chyba drogą eliminacji
).
Jeszcze dwie inne ciekawostki mnie rozbawiły, gdy zadawali pytania nam – wolontariuszom, mnie zapytano między innymi, czy jestem zamężna…. ?
A jednym z wolnych skojarzeń, jakie mieli na temat Polski było hasło „pingwiny”
Ech, było naprawdę zabawnie
Wieczór solidarności…i loteria!
20 maj 2012 Dodaj komentarz
W sobotę nareszcie odbył się długo przygotowywany wieczór poświęcony zebraniu funduszy na tzw. viaggio di conoscenza do Izraela i na Terytoria Palestyńskie.
Casa per la Pace wraz z Handala Project Bergamo organizują co roku wycieczkę dla młodych, której celem jest promowanie edukacji na rzecz pokoju i i zachęcenie do refleksji na temat sytuacji izraelsko-palestyńskiej.
Zrozumienie realiów konfliktu izraelsko-palestyńskiego nie jest łatwe: informacje często są nieobiektywne, tendencyjne, dlatego warto mieć oczy i uszy szeroko otwarte i starać się dowiedzieć więcej.
Sama wycieczka obejmuje zwiedzanie miejsc konfliktu, spotkania ze stowarzyszeniami i obrońcami praw człowieka oraz poznanie realiów życia Palestyńczyków w obozach dla uchodźców.
Ale oczywiście również będzie to podróż turystyczna, łącząca możliwość poznania miejsc świętych oraz typowo wypoczynkowych.
A sam wieczór… to już syta pyszna kolacja, następnie loteria z nagrodami, projekcja filmu: “Gaza, guerra all’informazione”, pokazującego codzienność dziennikarzy pracujących w Gazie i dyskusja z reżyserką.
Urodziny Beli
20 maj 2012 Dodaj komentarz
Bela jest Brazylijką i studiuje w Mediolanie architekturę i urbanistykę.
Poznałyśmy się na kursie języka włoskiego…i tak począwszy od kolacji zorganizowanej w Casapace poprzez wspólne zajęcia, lunche, czy ostatnio razem spędzony wieczór flamenco, poznałyśmy się i polubiłyśmy… i ostatnio miałyśmy okazję (razem z Marketą i Petrą) świętować z Belą jej urodziny.
Bela mieszka w akademiku Politechniki (nie mam pojęcia gdzie dokładnie, gdzieś daleko od centrum… z Loreto trzeba było złapać jeden autobus i jechać aż na sam koniec linii… do teraz nie wiem, gdzie dokładnie i jak w końcu trafiłyśmy tam, gdzie trzeba
), gdzie z tortem upieczonym przez Petrę i prezentem w ręce w końcu dotarłyśmy i w międzynarodowej atmosferze i gronie spędziłyśmy miło piątkowy wieczór
Dwa dni w Toskanii
14 maj 2012 Dodaj komentarz
W sobotę o 7.20 złapałam pociąg do Bolonii, by tam przesiąść się w super wygodną Freccia Argento (pierwszy raz jechałam tym pociągiem!) i o 11 wylądowałam we Florencji. Miałam zatem 3 godziny do autobusu, który miał mnie zawieźć w głąb pięknej Toskanii. Na szczęście tych 3 godzin nie spędziłam sama, a w towarzystwie Andrei, którego poznałyśmy z Petrą 2 tygodnie temu, no i spacerując i ćwicząc zadania na egzamin ustny w mojej szkole językowej (Andrea ćwiczył, ja słuchałam
) miło spędziłam czas…O 14.05 wsiadłam do autobusu, gdzie poznałam również kilka innych osób jadących do obozu Mastio (http://www.mastio.it/) na 2 dni, podczas których mieliśmy się wykazać, czy nadajemy się na wychowawców, animatorów i nauczycieli języka angielskiego na obozie letnim dla dzieci w samym sercu toskańskiego lasu!
Pewnie każdy z nas ma jakiś obraz Toskanii, który nosi w głowie, oglądamy filmy, czytamy książki, podziwiamy zdjęcia…i nie da się ukryć, że jest to miejsce wyjątkowe. W sobotę była dodatkowo piękna pogoda, więc widok zielonych pól, cudownych drzew, krętych dróg i uroczych miasteczek mnie oczarował.
Po godzinie jednak trzeba było wysiąść i podjechał po nas mały busik, który zawiózł nas nieco w głąb lasu, gdzie poznaliśmy resztę osób. Na pierwsze zadanie mieliśmy 20 minut, trzeba było z podanych materiałów przygotować sobie strój profesora w uczelni Hogwart
, zastanowić się, jaki przedmiot chcemy wykładać, znaleźć zwierzę maskotkę, materiały takie jak podręczniki, napoje magiczne, i oczywiście czarodziejską różdżkę…a wszystko to przy pomocy nożyczek, krepy, pisaków i taśmy klejącej ;D. Po danym nam czasie nadszedł Hagrid, czyli Amerykanin Nick, od 4 lat mieszkający we Włoszech i pracujący na tym obozie podczas wakacji. Zostaliśmy zaprowadzeni do domku, do którego trzeba było wchodzić po kolei, podać hasło i przejść przez ciemności, przeszkody (w postaci jednego z organizatorów, którego w tej ciemności po omacku nieco ‘zmolestowałam’), następnie rozmowa z czarownicą…i można było dotrzeć do ogniska, gdzie po kolei każdy przedstawiał się i tłumaczył swoją postać (a ja nawet śpiewałam Laurę i Filona po polsku!). Następnie pokazano nam, gdzie mogliśmy się rozpakować i zostaliśmy podzieleni na dwie grupy, ja trafiłam do grupy z Nickiem, który tłumaczył nam, na czym polega nauczanie angielskiego na obozie (i jak się okazało później zakwalifikował mnie do grupy native speakerów angielskiego
!)
Po tej krótkiej rozmowie, wstępnym poznaniu się, zaczęliśmy pracować z grupach, ja byłam przez cały czas w grupie z Valentiną i Tommaso i nam przypadła m.in. zabawa w pionierstwo i nauczanie, jak wiązać węzły (sama musiałam opanować szybko 3 z nich), później przy ognisku prowadziliśmy zabawę wykorzystującą metodę chińskich cieni…(! Ech grałam m.in. rolę powieszonego kota! I tańczyłam przed wszystkimi przy ognisku ;D), przed północą dyskutowaliśmy, co było dobre, a co złe, jakie były nasze silne strony, a co nie do końca wyszło jak należy, potem jeszcze obejrzeliśmy film z poprzednich lat i podaliśmy naszą dyspozycyjność podczas wakacji…obawiam się jednak, że nie uda mi się tam dotrzeć w tym roku, jako że mnie odpowiada wyłącznie trzeci turnus, a oni poszukują wychowawców głownie na turnus pierwszy i drugi…
Ale ale…to nie wszystko. Poszliśmy (przynajmniej u mnie w pokoju) spać ok. 2.00, obudziłam się przed 6 i już nie mogłam spać, o 7 była oficjalna pobudka, potem mycie, sprzątania, pakowanie, śniadanie. Potem jeszcze kilka scenek przedstawionych przez organizatorów, zabawa i dyskusja na temat pracy z dziećmi, a następnie pokazano nam cały obóz, wytłumaczono dokładnie, na czym polega praca, jak wygląda tam zwykły/niezwykły dzień…i przede wszystkim ten krótki czas sprawił, że chyba każdy zauroczył się tym miejscem i naprawdę ma ochotę tam wrócić.
Później Davide odwiózł nas do pobliskiego miasteczka na pociąg i wieczorem, zmęczona, niewyspana, obolała, i zadowolona wylądowałam w Mediolanie.
(zdjęcia ze strony FB obozu Mastio i z Internetu)
Kolejny raz pieczemy słodkości!
11 maj 2012 Dodaj komentarz
Tym razem pieczemy ciasta (a raczej właśnie upiekłyśmy!) na jutrzejszą kolejną kolację organizowaną przez Casa per la Pace, tym razem rządzić będą nasi wolontariusze z Południowej Afryki, a my, bo już jakoś tak się przyjęło, z Marketą zajęłyśmy się słodkościami.
Dziś piekłyśmy dzielnie całe popołudnie, jutro jeszcze tylko Marki obsypie ciasta cukrem pudrem (mnie niestety nie będzie, bo jadę do Toskanii na weekendowe szkolenie) i voila!
Serwujemy ciasto mamy Marki – trzy kolory – cieniutki biszkopt, ricotta z cukrem pudrem (na to… nasz własny pomysł – serce z truskawek – dla Grazii i Antonia świętujących rocznicę ślubu) plus ostatnia warstwa, czyli budyń zrobiony nie na mleku…a na soku pomarańczowym
Do tego ciasto z borówkami, truskawkami, czereśniami i kruszonką: http://margarytka.blogspot.it/2011/07/szybkie-ciasto-z-owocami-i-kruszonka.html
I gdyby jeszcze nie wystarczyło, przygotowałyśmy połówki jabłek z marmoladą, orzechami i cynamonem, zawinięte w kieszonki z ciasta francuskiego – sztuk 20
I pomyśleć, że będę musiała obejść się smakiem…ech…!
Wyjątkowo rodzinny tydzień!
07 maj 2012 Dodaj komentarz
Tydzień wyjątkowo rodzinny…
No i od ostatniego weekendu we Florencji dużo się działo…i jeszcze trochę się ‘podzieje’ do kolejnej soboty i niedzieli, kiedy znowu odwiedzę Toskanię.
Ale po kolei.
Po Florencji i weekendzie z Couchsurfingiem przyszedł czas na wizytę mojej Rodzinki.
Było więc intensywne zwiedzanie Mediolanu, wypad do Werony (zdecydowanie za krótki) i ostatniego dnia ekspresowa i nieco deszczowa wizyta w przepięknie położonym Bergamo, gdzie mogłam im towarzyszyć króciutko, ponieważ odbyło się pierwsze spotkanie formacyjne dla uczestników wycieczki do Palestyny (tak, w sierpniu jadę do Palestyny na dwa tygodnie!!! Tzw. viaggio di conoscenza
!)
W międzyczasie w piątek razem z całkiem sporą ekipą wybrałyśmy się (i z moją Siostrą!!!) na wieczór hiszpański z flamenco, gdzie wzięto nas za tancerki tego przepięknego tańca, jako że niewiele osób przebrało się na tę okazję…a my, invece, tak!
W sobotę wylądowałyśmy z Marki u Almudeny na międzynarodowej, wielojęzycznej, wegetariańskiej pysznej kolacji…a niedziela? Niedziela to wizyta u Mai w Cremonie
No i w poniedziałek powrót do rzeczywistości (ale równie ciekawej), czyli pracowałam dziś w szkole w Trezzano (co za klasa?!?!) i później doprowadzałam do porządku Casa per la Pace, dziś moja kolej na sprzątanie przypadła
Zdjęcia z Cremony: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.3759449752125.164052.1452967758&type=1&l=65630ffab2
A poniżej zdjęcia zrobione w głównej mierze przez Martę:
































































































