Romantycznie zielony Parco delle Cave w Mediolanie

parco delle cave

Do Parco delle Cave zawędrowaliśmy z Bartkiem po raz pierwszy dwa lata temu.

Najłatwiej dotrzeć tam czerwoną linią metra, wysiąść na przystanku Bisceglie i pieszo w 10 minut znajdziemy się na brzegu jeziorka, czyli już praktycznie w Parco delle Cave.

Pianta-Parco-delle-Cave-2002

Jest to drugi pod względem wielkości park w Mediolanie. Co go odróżnia, to przede wszystkim 4 urokliwe jeziorka, ukryte ścieżynki, małe mosteczki, a wszystko pięknie zielone i nie za bardzo oblężone przez miejscowych i turystów… i całkiem romantyczne.

W przewodnikach zazwyczaj poleca się turystom zajrzenie do Parco Sempione i zwiedzenie Giardini Pubblici (co oczywiście ma swoje uzasadnienie, są całkiem ładne i położone w centrum), ale jeśli macie ochotę na coś nieco innego, nieco bardziej dzikiego, taką małą miejską ucieczkę z Waszą drugą połówką, to zaplanujcie dzień czy popołudnie właśnie tu: http://www.parcodellecave.it/

Tak zrobiliśmy i my 🙂

romantycznie w Parco delle Cave

Reklamy

Życie w Mediolanie – na tak i na nie!

MilanoMisia.jpg

Jak 4 lata temu zlądowałam w Mediolanie po raz pierwszy w życiu, na weekend majowy, byłam oszołomiona.

Słońce, zielona trawa, ogrody na tarasach, piękne okiennice, Włosi! Pamiętam, jak poszliśmy zobaczyć Uniwersytet Świętego Serca w Mediolanie, usiedliśmy na ławce by odpocząć, a moje myśli zaczęły wesoło wędrować i snuć własne kompletnie nierealne plany, co by było, gdyby tak zamieszkać tutaj?

Oczywiście, jak tylko wróciłam do Polski, z tych myśli nie zostało wiele w głowie i zupełnym trafem losu okazało się, że na projekt wolontariacki zostałam właśnie przyjęta do organizacji w tym mieście (szukałam różnych projektów w całej Italii!).

Mieszkam tu od ponad 2,5 roku, ani to mało, ani dużo, ale z pewnością wystarczająco, by jakieś wnioski wyciągnąć i przemyśleć, czy Mediolan to moje miejsce docelowe.

Zapraszam więc Was do lektury moich subiektywnych mediolańskich plusów i minusów!

 Na TAK:

* międzynarodowe środowisko: pracujesz z Włochami, Hiszpanami, Rumunami, Anglikami i Niemcami, w metrze słyszysz co najmniej 5 różnych języków, ludzie ubierają się w najwymyślniejsze połączenia i kolory i nikogo to nie dziwi, ciągle uczysz się, jak współpracować z różnymi kulturami i mentalnościami, poznajesz tysiące stylów życia i tysiące pomysłów na podróże i czas wolny.

* rynek pracy: mówią, że we Włoszech jest kryzys, ale jeśli naprawdę ci zależy w Mediolanie znajdziesz coś dla siebie. Większość moich uczniów to Włosi z południa, którzy właśnie tu znaleźli pracę na miarę swoich możliwości.

* wydarzenia: w Mediolanie zawsze coś się dzieje, targi, wystawy, wymiany językowe, wspólne wypady za miasto, kursy, czy po prostu spotkanie przy piwku przy Kolumnach; jeśli tylko chcesz, to miasto pochłonie każdą minutę twojego wolnego czasu i dostarczy ci niesamowite wrażenia!

* morze i góry: co prawda w Mediolanie nie ma dostępu ani do morza, ani do gór, za to wystarczy godzina, dwie godziny drogi i już tam jesteś, przyznam, że jest to bardzo wygodne 🙂

*wiosna w Mediolanie: wiosna jest tu po prostu fantastyczna, kwiaty kwitną, ludzie się śmieją, parki pięknie się zielenią. Czujesz tu wolność i poczucie, że możesz zrobić ze swoim życiem wszystko to, na co masz ochotę, chcesz tańczyć i trzymać za rękę twojego wybranka ;P

Na NIE:

* zanieczyszczenie: Mediolan to duże miasto. Duże miasto – czyli masa samochodów. Niestety w powietrzu to czuć i to bardzo. Nawet jazda rowerem daje małe poczucie satysfakcji, bo jedzie się w oparach rur wydechowych. Maseczka na twarz wcale nie wydaje się tu przesadą.

* brak miejsc z zielenią: owszem jest tu kilka parków, ale na potrzeby tak dużego miasta ich liczba jest wręcz śmieszna. Gdy tylko robi się ciepło, wszyscy spieszą do tych niewielu parków i aż trudno znaleźć tam kawałek trawniczka, żeby usiąść i pogadać. Polityka miasta niestety polega na poświęceniu każdej wolnej przestrzeni na budowę nowych biurowców. W Mediolanie trudno wypocząć na łonie natury.

*pracoholizm: przede wszystkim godziny pracy są do niczego, zaczyna się ok. 9.30 i kończy ok. 18.30-19.00, a czasem później, czyli cały dzień z głowy! A jak w to wpleść hobby, przyjaciół, rodzinę? Ludzie wydają się ciągle zmęczeni i zabiegani, na spotkania trzeba się umawiać z 2-tygodniowym wyprzedzeniem, a radość z posiadania pracy równa się smutkowi, że oto będziemy już prawie nieobecni w domu.

*snobizm: niestety, Mediolan to także miasto snobów. Oczywiście, zależy od ciebie, z kim i gdzie będziesz się spotykał, ale raczej prędzej niż później natrafisz tu na kogoś, kto będzie nosił się wyżej niż trzeba, chwalił się niebotycznie drogą torebką, stołował wyłącznie na mieście ‚dla szpanu’, czy traktował każdego, kto odbiega od jego szablonu, jako ‚gorszy sort’. No cóż, zdarza się :(.

*lato w Mediolanie: lato w Mediolanie to walka o przetrwanie z komarami, wilgocią i temperaturą. Noc wcale nie przynosi ochłody i rano budzisz się cały spocony, prysznic musisz brać 3 razy dziennie, żeby przeżyć i zaczynasz poważnie myśleć o wsadzeniu głowy na chwilę do lodówki. Do tego w sierpniu wszyscy obowiązkowo muszą wziąć wolne i Mediolan zamiera, zamykane są firmy, kina, teatry. Życie zamiera czy po prostu toczy się w zwolnionym tempie jedynie dzięki klimatyzacji!

___ * ___ * ___ * ___ * ___

A na koniec, żeby zatrzeć lekki mediolański niesmak, kilka pięknych ujęć Bartka:

Duomo, Mediolan

Galleria Vittorio Emanuele, Mediolan

Galleria Vittorio Emanuele,, Mediolan

Colonne, Mediolan

Modigliani i kobieta…

Jeśli planujecie przyjazd do Mediolanu, koniecznie zarezerwujcie sobie kilka godzin na wizytę w muzeum Pinacoteca di Brera.

Nie chcę dziś opisywać jej bogactw, aczkolwiek przyznam, że za każdym razem, gdy odwiedzam Pinacotecę znajduję tam inne nieodkryte (przeze mnie) dotychczas skarby i wychodzę natleniona sztuką.

Jednym z obrazów, który możecie tam ujrzeć jest obraz Testa di donna (Głowa kobiety) Modiglianiego.

testa di donna

Przyjrzyjcie się dobrze temu obrazowi, a także innym dziełom Modiglianiego, a potem po powrocie do domu poświęćcie kilka minut na lekturę jego biografii, o której w kilku słowach poniżej. Tak na zachętę.

lovers

Amadeo Modigliani pochodził z Livorno we Włoszech, ale przez większość życia mieszkał w Paryżu.

Fascynowali go Picasso, Toulouse-Lautrec i Cezanne.

Przez długi czas doskwierała mu bieda, miał problemy z narkotykami i alkoholem, nie dbał o zdrowie i świat.

Uwielbiał kobiety (a one kochały malarza) i fanatycznie oddawał się swojej sztuce, rzeźbom i obrazom.

Jedną z kobiet, która miała największy wpływ na Modiglianiego (oboje na zdjęciu powyżej) i w której odnalazł swoją wielką miłość była Jeanne Hebuterne, młodziutka, piękna studentka sztuki o rudo-kasztanowych włosach.

Jeanne była osobą powściągliwą, delikatną, o łagodnym charakterze i niezwykłym talencie malarskim. Para zakochała się w sobie bez pamięci. Mówią, że ich miłość była niezwykle głęboka, granicząca z metafizyką.

portety Jeanne

Jeanne urodziła córkę Modiglianiemu, której dała swoje imię.

Mimo że sztuka przynosiła Modiglianiemu coraz więcej środków do życia, te szybko ginęły topione w niekończących się używkach, a sam malarz coraz bardziej zapadał na zdrowiu.

W wieku 35 lat zmarł na gruźlicę w jednym z paryskich szpitali, podobno jego ostatnimi słowami, pełnymi melancholii, były: Cara, cara Italia! (Drogie, drogie Włochy!).

Na wieść o śmierci kochanka Jeanne, która była w 9 miesiącu ciąży z drugim dzieckiem, w rozpaczy skoczyła z okna. Została pochowana obok Modiglianiego.

___ * ___ * ___ * ___ * ___

Jeśli macie chęć na więcej i na małą podróż filmową, w 2004 wszedł do kin film Modigliani z Andym Garcią.

modigliani2004

Jak odkryłam Lato Św. Marcina…

LANTERNESANMARTINO.jpg

Na jednej z lekcji języka angielskiego omawiałam z moim uczniem, Lucą, bardzo ciekawy, nieco poetycki (i naprawdę trudny) tekst o porach roku.

Fragment o schyłku lata – początku jesieni przysporzył nam najwięcej kłopotów.

A więc po polsku mówimy ZŁOTA POLSKA JESIEŃ (czasem też babie lato!), po angielsku INDIAN SUMMER, a po włosku?

Mój uczeń długo głowił się nad trafnym tłumaczeniem, ale zrezygnowany dał za wygraną.

Odwołaliśmy się do Internetu. Ku zdziwieniu obojga odkryliśmy, że tę porę roku nazywa się ESTATE DI SAN MARTINO, czyli Lato Św. Marcina.

Luca pochodzi z Mediolanu, tu wychował się i do tej pory pracuje, być może z tego powodu określenie to było dla niego nowe, jako że odwołuje się nieco do rytmu życia na wsi, do rolnictwa czy zbiorów.

Podpytałam innych znajomych Włochów i im, owszem, obiło się o uszy i kojarzyli je z krótkim okresem dobrej pogody, z ciepłem i słońcem w dniach, kiedy powinno już być zimno i zima powinna dawać się we znaki! A więc należy świętować, bo przecież śnieg już na pewno nadchodzi, kto wie, może jutro, może pojutrze.

Tak więc tradycyjnie podczas Lata Świętego Marcina otwiera się beczki młodego wina w celu inauguracyjnego skosztowania i podjada się pierwsze kasztany.

A skąd ta nazwa? Mówi się, że Święty wybrał się kiedyś na przejażdżkę. Zauważywszy nagiego i zziębniętego żebraka, zsiadł z konia, przedarł swój płaszcz na pół i połową okrył biedaka. Pan Bóg nagrodził Św. Marcina zsyłając okres łagodnego klimatu i umiarkowanej temperatury.

W Mediolanie można czasem natknąć się na tę piękną legendę… na ulicach. W listopadzie w Parco Sempione i w dzielnicy Dergano organizuje się pochód dla dzieci z latarniami, na końcu pochodu opowiada się historię miłosiernego Świętego i inscenizuję moment napotkania żebraka, to naprawdę magiczna chwila.

lanterne1 lanterne3 lanterne4 lanterne5 lanterne6

Fot. Bartek Wesołowski

Na pizzę czy aperitivo? Gdy w Mediolanie chwyci Cię głód

Dziś post dla turystów. Choć może nie tylko 🙂

A więc jesteście już w Mediolanie i zastanawiacie się, gdzie przekąsić coś dobrego? A może macie ochotę na przytulne wnętrze i nutkę elegancji? Być może chcielibyście poznać innych turystów i znaleźć się w nieco międzynarodowym miejscu? A może po prostu marzycie o skosztowaniu włoskiej pizzy?

Każdy znajdzie tu dla siebie ciekawą propozycję!

1. Jak do Włoch, to na pizzę! Jeśli macie ochotę na dobrą chrupką pizzę, spory wybór dań i do tego bardzo przystępne ceny, koniecznie zawitajcie w pizzerii Magolfa na via Magolfa 15 (w rejonie Navigli).

s3.amazonaws.com.pizza

triadvisor.com.magolfa

2. Jeśli jesteście już w Mediolanie, to koniecznie trzeba przekonać się, czym tak naprawdę jest mediolańskie aperitivo.

Dla przypomnienia: w prawie wszystkich barach mediolańskich miedzy 18.00 a 22.00 jest pora tzw. aperitivo, co znaczy, że drinki kosztują między 6 a 9 euro (zależnie od lokalu), a w cenie 1 drinka możemy jeść do woli. Oczywiście, jeśli decydujemy się na taki wypad, wybierzmy miejsca, gdzie jedzenie jest przepyszne. Ja Wam polecam dwa z nich:

Ciu’s Bar (Via Spontini 6) – gdzie jedzenie jest doskonałe i różnorodne, ale trudno tam czasem znaleźć miejsce, lepiej zamówić wcześniej stolik.

???????????????????????????????

s3-media.com.CiusBar

Manhattan Navigli, Ripa di Porta Ticinese – miejsce mało nastrojowe, za to bardzo miła i sprawna obsługa, fantastyczne jedzenie, mój punkt obowiązkowy, do którego zawsze zapraszam moich gości, jak dotąd wszyscy chwalą 😀

manhattan.cibo

manhattan

3. A może macie ochotę na odrobinę zbytku? (Choć ceny są przystępne!) Świeczki, białe lekko orientalne sofy, nastrojowa muzyka, minimalnie zesnobowana klientela (ale zawsze z szerokim uśmiechem)? Koniecznie zajrzyjcie do Fiat Open Lounge (via Tocqueville, 3). Latem istnieje również możliwość posiedzenia na zewnątrz na świeżym powietrzu. Dodajmy jednak, że jedzenie jest raczej średniej jakości i mało różnorodne!

Fiat Open Lounge wnętrze

Fiat Open Lounge na zewnątrz

4. Miejscem niezwykle międzynarodowym, uwielbianym przez turystów, mediolańską grupę couchsurferów i mniejszości narodowe we Włoszech, to z pewnością Art Factory na Via Andrea Doria 17 (blisko Stacji Głównej!). Jeśli macie ochotę poznać nowych ludzi, poćwiczyć język angielski (i pewnie każdy inny, do wyboru, do koloru), a przy okazji skosztować całkiem smacznych dań, wpiszcie Art Factory na listę miejsc do odwiedzenia!

Art Factory bufet

Art Factory wejście

5. I ostatnia, nieco alternatywna, propozycja dla turystów mających chęć na kameralną atmosferę, wegetariańskie dania i muzykę (świetną!) na żywo, czyli na apero-jazz! Wtedy koniecznie trzeba odwiedzić La Vecchia Latteria na Via dell’Unione 6. Jeśli macie ochotę na takie nietypowe aperitivo, pamiętajcie, że knajpka oferuje taką możliwość tylko dwa razy w tygodniu, we wtorki i czwartki do godziny 22.

La vecchia latteria wejście

La vecchia latteria wnętrze

La Vecchia Latteria musica

Które z miejsc najbardziej przypadło Wam do gustu?

Borseggiatori czyli kieszonkowcy w Mediolanie

borseggio.carabinieri.it

No i dziś post gorzko-słodki (w takiej właśnie kolejności), niestety inspirowany codziennym życiem w Mediolanie.

Jakiś rok temu ukradziono mi telefon komórkowy, gdy wychodziłam z metra i nawet nie spostrzegłam się, że ktoś otworzył moją torebkę i wyciągnął komórkę.

Ostatnio moja koleżanka padła ofiarą rabusia, który przejeżdżając obok rowerem, wyrwał jej torebkę z ręki (wszystkie dokumenty, pieniądze, komórka przepadły – dla obcokrajowca tu we Włoszech jest to podwójny problem i szok po prostu!).

Mojej znajomej Alice rozbito szybę samochodu i wyciągnięto z niego komputer (na szczęście taki, na którym nic nie miała zapisane). Do samochodu Mercedes włamano się dwukrotnie w ciągu ostatnich 4 miesięcy, raz żeby ukraść jej dywan, który przewoziła, a drugi raz – prezenty świąteczne, zrobione ręcznie.

Ja raczej czuję się tu bezpiecznie, co jednak nie znaczy, że można sobie pozwolić na chwilę nieuwagi, w metrze, w tłumie, na głównej ulicy, zawsze trzeba mieć rękę na pulsie, czyli na torebce. To taka mała rada dla turystów, naprawdę nie zaszkodzi być nieco bardziej uważnym!

Są też zabawne chwile (oczywiście zdajemy sobie z tego sprawę po czasie), jak np. ta, gdy poszłam na policję (carabinieri) złożyć doniesienie, że ukradziono mi komórkę.

Pan policjant (jak się okazało – Włoch z południa;)) spisywał raport.

Pan policjant: Kiedy to się stało?

Misia: Wczoraj wieczorem, ale było już za późno, żeby przyjść na komisariat, tylko do Państwa zadzwoniłam.

P.: Co Pani skradziono?

M.: Komórkę.

P.: Jaki model?

M.: Nie wiem, jaki model, fioletowa, mała (niestety to prawda, do dziś nie pamiętam, co to za model, ale to ten sam, przez który na lotnisku w Tel Awiwie robiono mi problemy, bo ‚nie wyglądał na telefon komórkowy’!).

P.: (przewracając oczami) Ale jakiś model muszę wpisać. Żeby znać wartość. Ile była warta?

M.: Nie wiem, ile była warta! Chyba niedużo, ale były na niej romantyczne smsy, które mi przysłał mój chłopak, i teraz wszystkie przepadły!!

P.: Rozumiem (mówi poważnie), wpiszemy, że był to Ericsson i że miał dla Pani wartość sentymentalną.

M.: (pociągając nosem) Dziękuję.

__ * __ * __ * __ * ___

PIRELLONE – zachwyca czy nie zachwyca?

Pytanie postawione w tytule wpisu kieruję do Was! 

___ * ___ * ___ * ___ * ___

Mówią o nim, że został zbudowany na kształt diamentu, choć przyznam szczerze, ja z trudem dopatruję się podobieństwa, no owszem może troszkę ta specyficzna 127 metrowa bryła połyskująca w słońcu przywodzi na myśl drogocenny minerał.

Wieżowiec Pirellego ukończono w 1958 roku i długo cieszył się famą najwyższego i najciekawszego symbolu powojennego Mediolanu.

www.infoinsubria.com

Bardzo łatwo jest ten budynek zlokalizować, jak tylko dojedziecie do Mediolanu, czy to pociągiem czy autokarem z lotniska, z pewnością wysiądziecie na Stazione Centrale, czyli Stacji Głównej (również warta polecenia dla miłośników architektury!). Zostawiając stację za Waszymi plecami, znajdziecie się od razu na Placu Duca D’Aosta i patrząc przed siebie, minimalnie kierując głowę w prawo szybko poznacie olbrzyma Pirellego!

Jak można dowiedzieć się z kapitalnego przewodnika Wiedzy i Życia MEDIOLAN I JEZIORA (który wiernie towarzyszy mi od mojego przyjazu do Mediolanu i w którym znajduję smaczki, którymi zaskakuję samych Włochów!) mediolańczycy czule mówią o tym budynku PIRELLONE.

Mediolan i Jeziora

Pozwolę sobie również zacytować fragment, który bawi i intryguje mnie do dziś:

Do rekordów pobitych przez PIRELLONE należy i ten, że był to pierwszy budynek w Mediolanie górujący nad Madonniną z katedry (108,5m). Na znak szacunku na dachu wieżowca ustawiono figurę Matki Boskiej.”

I tak Madonnina mogła cały czas królować nad miastem!

www.turismo.milano.it.madonnina

Jak znaleźć sklep spożywczy w Mediolanie? I do tego jeszcze tani?

Pamiętam moją pierwszą wizytę w Mediolanie 5 lat temu. Pamiętam zwiedzanie, zachwyt, pizzę z bakłażanem podjadaną na murku Ogrodów Publicznych i popijanie wina z butelki :).

Pamiętam również, że zupełnie nie wiedzieliśmy jak i gdzie znaleźć jakiś sklep spożywczy, by nie musieć przepłacać w kawiarniach i kupić choćby butelkę wody!

Jak się okazuje, nie jest to wcale takie łatwe. W centrum jest dość sporo małych sklepików z warzywami (gdzie się płaci dużo za dużo, choć są niezwykle miłe dla oka, te barwy, ta soczystość!) i barów na szybką kawę (we Włoszech nie istnieje przecież 2-godzinne sączenie z jednej filiżanki).

Można więc szukać wielkich znaków, które podpowiedzą nam, że za 2-3 km, po skręceniu w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo, może uda nam się znaleźć jakiś supermarket.

Przyznam jednak, że w chwili głodu, takich billboardów za nic nie udaje się znaleźć, a człowiek tylko się frustuje, i nawet już poszedłby do tych małych warzywniaczków, ale i one, magicznie, znikają. Ciężkie metalowe zewnętrzne rolety zostają opuszczone i to najczęściej w najbardziej nieoczekiwanych (dla nas turystów) momentach.

Jest jednak na to sposób i to sposób całkiem oszczędny (zaoszczędza i pieniądze, i czas).

Przede wszystkim, jeśli nastawiacie się na tanie zakupy, to zdecydowanie polecam sklep Penny Market! Za taką samą ilość zakupów tu płacimy o połowę mniej niż w innych supermarketach.

Jeśli natomiast interesuje Was jakiś sklep blisko miejsca, gdzie się znajdujecie, pomysłem jest ściągnięcie sobie na telefon tej appki z Google Play: Supermarkets in Milan (BW Design).

Supermarkets in Milan

Tak, to projekt Bartka. My też mieliśmy dość ciągłych poszukiwań marketów 🙂

Aplikacja jest darmowa!

Must-see w Mediolanie: Cimitero Monumentale

CIMITERO0

Jednym z miejsc, które KONIECZNIE trzeba zobaczyć i zwiedzić, i pewnie nieraz jeszcze tam wracać, jest Cimitero Monumentale, czyli przepiękny cmentarz stanowiący największe muzeum na świeżym powietrzu w Mediolanie.

Wystarczy tam zajrzeć na 1 godzinkę, a już przesiąka się tą dziwną atmosferą. Niesamowite i budzące niepokój nagrobki i rzeźby zachęcają do zgubienia się i zapomnienia w jego uliczkach. Przychodzi ochota na uwiecznienie tego kunsztu aparatem fotograficznym, a jednocześnie ma się wrażenie, że robienie zdjęć odziera to miejsce z jego duszy.

Cmentarz jest otwarty dla zwiedzających od wtorku do niedzieli w godzinach 8.00 – 18.00.

Jak tam dotrzeć? Najłatwiej metrem linii zielonej na przystanek Garibaldi i stamtąd pieszo. Lub autobusem (37) czy też tramwajem 2, 4, 7 (przystanek Farini) lub 12, 14 (przystanek Bramante) – jeśli, oczywiście, akurat nie odbywają się tam jakieś roboty drogowe (co się często zdarza!).

Cmentarz jest projektem znanego włoskiego architekta Carlo Maciachini, budowę rozpoczęto w 1864 a otwarto dwa lata później.

Znajdują się tam nagrobki, rzeźby, płaskorzeźby od tych klasycznych po współczesne, mistrzostwo ich wykonania, tematyka, oryginalność sprawiają, że cmentarz, jak najbardziej zasłużenie, uważany jest za jedną z niewątpliwych atrakcji nawet dla najbardziej wymagającego turysty.

Na Cimitero Monumentale zostali pochowani zasłużeni dla miasta i kraju Włosi, jak np. Alessandro Manzoni (autor “Narzeczonych” – “Promessi Sposi”) czy laureat Nagrody Nobla – poeta Salvatore Quasimodo.

cimitero2 cimitero3 cimitero4 cimitero5 cimitero6 cimitero7 cimitero8 cimitero9 cimitero10

Fot. Bartek Wesołowski

Jak zorganizować wymianę językową?

Language exchange

Zacznijmy od tego, co to w ogóle jest wymiana językowa,  language exchange czy scambio linguistico.

To po prostu spotkanie towarzyskie osób zainteresowanych tym, by poćwiczyć mówienie, komunikację w języku dla siebie obcym. My zorganizowaliśmy już po raz kolejny wymianę językową włosko-angielską.

Pomysł można oczywiście dostosować do miejsca, gdzie mieszkamy. Tu opowiem Wam krótko, jak to było w Mediolanie.

Punktem zbiórki był plac San Babila przed kościołem San Babila. Gdy już zebrała się spora grupka uczestników, każdy dostał listę napisaną po włosku i angielsku, kogo miał znaleźć, np.: osobę która mówi więcej niż 3 językami, osobę która urodziła się poza Europą, kogoś kto ma psa, itd.(wszystko napisane zawsze w 2 językach!). Po takiej małej rozgrzewce, dzięki której udało się przełamać pierwsze lody i poznać innych uczestników, ruszyliśmy, żeby odkrywać Mediolan. Nasi przewodnicy zaprowadzili nas do kilku ciekawych miejsc, gdzie w języku włoskim i angielskim opowiadali nam przeróżne historie, legendy i przesądy z nimi związane (zerknijcie chociażby na zdjęcia na tym blogu: http://www.milanoinsolita.it/portale/), to on był inspiracją przewodników.

W międzyczasie miał miejsce konkurs fotograficzny. Na początku spotkania każdy dostał małą karteczkę z napisanymi rzeczami/osobami do sfotografowania podczas wymiany (np. zrób fotkę siebie samego skaczącego, fotkę siebie i jakiejś starszej pani, fotkę szybkiego samochodu, itd.). Do dziś czekamy na zwycięskie zdjęcie, ktore zostanie nagrodzone darmowym wejściem na wieczór afro-peruwiański, który organizujemy 1 marca!

Inną z kolei zabawą była praca w grupach (Scavenger Hunt), gdzie trzeba było w 5 minut znaleźć rzeczy wyszczególnione na liście, jak np. skarpetkę, szminkę, liść, mapę, banknot o danym nominale, autograf turysty (udało mi się !), książkę, zdjęcie z jakimś azjatyckim turystą (także sukces!) czy kwiatka (kupione!). Mimo że padało, było sporo śmiechu i entuzjazmu.

Nasze spotkanie zakończyliśmy w pizzerii Magolfa na ulicy Magolfa (http://www.lamagolfa.it/), gdzie zawsze można bardzo dobrze zjeść, jest niedrogo, a poza tym jest tam ciepło, gwarnie i przytulnie.

W pizzerii wcześniej zamówiliśmy 20 miejsc, ale właściciele pomogli nam ugościć całą trzydziestkę 🙂 i tak miło gawędząc (po angielsku i włosku) spędziliśmy resztę wieczoru.

Jeśli chodzi Wam po głowie organizacja takiego spotkania, pamiętajcie o tym, gdzie je nagłośnić i wypromować. A więc absolutnie na stronie https://www.couchsurfing.org/ i na facebooku tworząc wydarzenie i zapraszając organizacje studenckie, wolontariackie, studentów Erasmusa, itd.

Good luck :)!