Jak rozpoznać, że powoli wrastasz we włoską rzeczywistość – w 12 punktach!

Kiedyś myślałam: „Mnie to nie spotka. Mam już przecież od lat wyrobione swoje polskie tradycyjne zwyczaje i moje małe nabyte nawyki. Kawę piję rzadko i najczęściej w formie instant. Nie znoszę dodatkowych akcesoriów typu okulary, jak umówię się na spotkanie, to nic nie jest mnie w stanie powstrzymać przed dotarciem na miejsce, a jak temperatura wskazuje powyżej 25 stopni, to zakładam szorty i bluzki na ramiączkach. Gdy wysyłam smsa, to od razu przechodzę do sedna sprawy… i przestrzegam reguł, wszystkich (no prawie) reguł!”

A potem wyjechałam do Włoch.

 

Dziś zerkam na siebie i myślę: Michasia, czy to jednak ty? 😛

Przed Wami 12 symptomów potwierdzających fakt, że włoska rzeczywistość powoli ale skutecznie czaruje i wciąga:

1. Kawa rozpuszczalna nie ma racji bytu w twojej kuchni (czyba że orzo)! (Jeśli nieopatrznie ją zakupiłeś, wciskasz ją w najciemniejszy kąt szafki, by czasem znajomi Włosi jej nie dojrzeli).

kawa

2. Gdy mówisz po angielsku, zamiast  I’m coming mówisz I’m arriving;  oceny po angielsku nazywasz votes (a nie marks/grades) i masz trudności z nazwaniem naklejki… Jak to było? adhesive? nie, chyba jednak sticker!  (Ostatkiem silnej woli pilnujesz się jeszcze, by nie powiedzieć look this film czy Wait me! 🙂 )

3. Gdy piszesz smsa po polsku do znajomych czy rodziny, zaczynasz od słów: jak się macie? wszystko dobrze? Potem przechodzisz do rzeczy.

4. Zostawianie prania rozwieszonego w niedzielę na sznurku wcale nie wydaje ci się nieestetyczne, a gdy to robisz, pozdrawiasz sąsiadki z balkonów naprzeciwko przyjaznym gestem.

pranie.jpg

5. Nawet, gdy jest 30 stopni na plusie na dworze, masz pod ręką (lub na sobie) sweter… na wszelki wypadek, bo przecież wieczorem temperatura spada (!).

6. Oliwa z oliwek, makaron i passata di pomodoro są na stałym zaopatrzeniu kuchni. W każdym supermarkecie w promieniu kilometra od twojego mieszkania, wiesz na której półce i w którym przejściu znaleźć te produkty.

7. Gdy zamawiasz kawę cappuccino w pobliskim barze, prosisz un CAPPUCCIO, per favore 🙂

8. Gdy pada deszcz, spoglądasz z niechęcią przez okno i odwołujesz zaplanowane spotkanie, żeby nie musieć wychodzić z domu. (A przy okazji zaczynasz kolekcjonować parasole w każdym rozmiarze i kolorze).

9. Mimo że nie jesteś fanem okularów przeciwsłonecznych i ty, prędzej czy później, nabywasz co najmniej 1 parę (mam i ja!).

sunglasses sweater

10. Przechodzisz na czerwonym świetle i zachęcasz innych do tego samego, bo przecież nic nie jedzie, nawet pan policjant potakująco kiwa głową! (Coś mi się wydaje, że w Polsce jeszcze mi się za ten zgubny nawyk oberwie ;)).

11. Gdy nie wiesz, jak odpowiedzieć na pytanie (nieważne w jakim języku zadane!), wzruszasz ramionami i wydajesz z siebie dźwięk w stylu ‘boh’ (byyy/ booo…).

12. Gestykulujesz dużo i za dużo (co akurat w moim przypadku niewiele zmienia, bo zawsze tak było :D).

gesty.jpg

Reklamy

16 thoughts on “Jak rozpoznać, że powoli wrastasz we włoską rzeczywistość – w 12 punktach!

  1. Dodalabym, ze mnie tez juz „wessalo” we wloskie srodowisko. Zorientowalam sie po tym jak zaczelam liczyc lyzeczki cukru po wlosku, a do tej pory robilam to po polsku. Zaczelam sie spozniac. Zawsze bylam punktualna, a wrecz przychodzilam przed czasem. Jak zaczelam czekac na innych pol godziny, to i ja zrozumialam ze nei warto sie spieszyc. 😉

    • Z tym ‚lekkim’ podejściem do punktualności – zgadzam się! 🙂 Może nie spóźniam się tak spektakularnie, za to nie traktuję poważnie 10-15 minut spóźnienia u innych, to przecież prawie punktualnie 😉

  2. Tylko weź proszę kawowych nawyków nie zmieniaj jak zamieszkasz w Krakowie, rozpuszczalną i przede mną należy chować 😉

  3. Hah zabawny post 🙂 duużo prawdy, choć ja jestem ciągle odporna na pewne rzeczy i nie piszę w smsach nagminnie ciao come stai jeśli mnie to akurat nie interesuje :p do okularów przeciwsłonecznych się nie przyzwyczaję, a na pewno nie założę ich w marcu, ale już zamiast cappuccio zamówię „un liscio” ;-} ah, i w Udine pada tak często, że trudno używać tego alibi w nieskończoność..a przy tym nie mam ani jednego parasola :} Za to nawet w polsce przeklinam pod nosem po wlosku. tak najgorzej najgorzej :}

    • No właśnie, chyba każdy indywidualnie adoptuje pewne nawyki 😀 mnie zawsze w każdej sytuacji (językowej, mam na myśli, czy to włoskiej, polskiej, angielskiej), nasuwa się włoskie: che palle! i nic na to nie poradzę 😛

  4. Cóż, widzę u siebie dwa objawy – lekkie spóźnialstwo (czego u siebie i innych nie lubię, ale, tak jak Anna, biorę to za objaw przystosowania się do sytuacji 😀 ) i zmieniające się podejście do prania 😉 (dopuszczam rozwieszenie go w niedzielę, ale inne dni świąteczne póki co omijam – tu faktycznie wywiesza się zawsze, nawet w Wielkanoc 😉 ). Natomiast samo pranie to we Włoszech temat-rzeka, nigdy nie zrozumiem wagi rozwieszania wg ustalonego porządku, z minimalnym zawinięciem na klamerki – może faktycznie tak suszy się szybciej, ale przy okazji niemal zamiata ulicę… No i jeszcze te suszarki zainstalowane po zewnętrznej stronie poręczy balkonu, przez co bardzo łatwo upuścić klamerki albo samo pranie – na ulicę, dach samochodu zaparkowanego pod balkonami, czy w najlepszym wypadku pranie sąsiadów z piętra pod nami… Już raz „łowiliśmy” przez to moją bieliznę z suszarki sąsiadów – pomocna okazała się rozwijana miarka, która dosięgała do nieszczęsnej zguby 😀

    • O upuszczanie klamerek na głowy sąsiadów to moja specjalność!
      A do tego znajdowanie prania sąsiadów na ‚moich’ sznurkach czy podrzucanie mi pod drzwi podobno moich ubrań, które spadły ze sznurka, a które po raz pierwszy na oczy widzę. Piękny koloryt dnia codziennego/świątecznego 😀

  5. Kawa w pierwszym punkcie wprost mnie urzekła! 😀
    Jak tylko wracam z Włoch, mówię dwa razy głośniej i gestykuluję potrzykroć częściej 😉
    Co do swetwerków wieczorami – ostatnio się na tym łapię! Ale i tak to nic w porównaniu z Włochami spod Rzymu, którzy w lipcu potrafili na wieczór zakładać kurteczki z futrzanymi kapturami…
    No i tak, tak, kiedyś deszcz zupełnie nie sprawiał mi problemu, teraz się dwa razy rozmyślam, zanim w końcu ruszę 😛
    A od makaronu, oliwek, pomidorów, mozarelli, wszelkich ziół, smaków i zapachów moja mała rodzinka z wielkimi apetytami nie zamierza się uwalniać 😀

    …za to na czerwonym nie przechodzę. Ale tylko w Polsce 😉

    • Kiedyś w Weronie byłam na kawie z jedną Włoszką o wdzięcznym imieniu Lara (inspiracja doktorem Żywago!). Lara mówiła cicho, mało i siedziała cały czas wyprostowana z rękoma spoczywającymi na kolanach. Ja się śmiałam, byłam głośniejsza a moje ręce cały czas były w ruchu. Wspominałyśmy potem, że chyba zamieniłyśmy się stereotypowymi polsko-włoskimi rolami 🙂

  6. Ja natomiast przestalam uzywac kierunkowskazu w samochodzie, nikt tu nie kwapi sie wlaczac go,nawet nie zorientowalam sie ,ze go nie uzywam. Kiedy pojechalam do Polski ,moja corka zauwazyla ,ze go nie uzywam . A poza tym to narod bardzo calusny,wszyscy sie caluja na powitanie i pozegnanie,ja tez juz to robie, a najsmieszniejsze jest to ,ze robie to tez w Polsce,a tam to raczej tylko jak kogos nie widzialas conajmniej rok.Powoli,powoli wsiaka sie w ten klimat..

  7. ja bym dodała jeszcze: użycie słowa „dai” na końcu lub początku zdania 🙂 np. no chodźmy na rower, dai 😀 albo wplątywanie innych włoskich słów w polską mowę 🙂

  8. Sama prawda! Spadająca bielizna to i moje strapienie. Jeszcze bym dodała wymuszanie pierwszeństwa i w góle elastyczne podejście do przepisów drogowych 😉 Kiedy wracam do Polski coś częściej na mnie trąbią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s