Saint Barthelemy – wspomnienie osobliwych Walentynek w Dolinie Aosty

Saint Barthelemy

Nie wiem, czy jestem skazana na przeżywanie oryginalnych Walentynek w Dolinie Aosty, ale tak jak w tym roku spędziliśmy tam kilka dni (tu: https://cantgobacknow.wordpress.com/2014/02/25/dlaczego-warto-wybrac-sie-we-wloskie-gory-z-couchsurfingiem-5-powodow/), pośród śniegów, choroby, term i couchsurfingu, tak i w zeszłym roku trafiła nam się mała przygoda!
Było to w miesiąc po tym, jak Bartek przeprowadził się do Mediolanu i życie włoskie jeszcze do końca nie porwało… gdy więc pojawiła się opcja wyjazdu w góry z Almudeną i Dario, oboje przyklasnęliśmy temu pomysłowi ochoczo! Zima, Walentynki, romantyczne schronisko, piękne widoki, miła kompania, ach… czego chcieć więcej?!

Wyjazd zaplanowaliśmy na sobotę rano… ale w nocy z piątku na sobotę dostałam od Almudeny wiadomość, że oto jej chłopak został obrabowany, gdy wracał w piątkowego wieczornego piwka do domu i ukradziono mu portfel z pieniędzmi już przygotowanymi na wyjazd i ze wszystkim dokumentami, kartami i oczywiście z prawem jazdy! Wyjazd stanął pod znakiem zapytania, ale nasi znajomi powiedzieli, że zrobią wszystko, żebyśmy jednak wyruszyli.

I w końcu to nam się udało, ale z jakimś 5-godzinnym opóźnieniem, gdy już powoli się ściemniało, a nasi towarzysze podróży po wizycie na policji i małej walentkowej sprzeczce nie byli, powiedzmy delikatnie, w szampańskich nastrojach. Ale gdy tylko dojechaliśmy do Saint Barthelemy w Valle d’Aosta twarze nam się rozpogodziły, nastroje uległy zmianie, żwawo ruszyliśmy z parkingu, żeby zostawić nasze rzeczy w schronisku i wynająć rakiety śnieżne. Takie fantastyczne samopoczucie towarzyszyło nam przez całe piękne śnieżne popołudnie i aż do kolacji, która była gorąca i smaczna… aż do momentu, gdy przyszło zapłacić za schronisko i Almu poczęła gorączkowo szukać swojego portfela. Portfela nie było! Ani w schronisku, ani na parkingu, ani w wypożyczalni rakiet! Utrata 2 portfeli w ciągu 2 dni zdecydowanie zaważyła na ogólnym klimacie wyjazdu, przynajmniej tego sobotniego wieczoru, i nawet zarzuciliśmy pomysł gier grupowych, po kąpieli, zmartwieni, poszliśmy po prostu spać.

Niedziela za to powitała nas przepieknym słońcem, koniecznością wykonania kilku telefonów na policję i do banku, tym razem przez Almudenę, i postanowieniem, że i tak ruszamy na szlak. I przyznam Wam, że miejsce, na przekór wszystkim niepokojom, było magiczne (co zresztą sami zobaczycie zaraz na zdjęciach Bartka;))!

Bilans Walentynek 2013 można podsumować zatem w kilku słowach: stracone dokumenty i pieniądze, za to zyskane śnieżne malownicze wrażenia.

P.S. Po powrocie do Mediolanu Almu odebrała telefon z komisariatu policji niedaleko Saint Barthelemy, ktoś znalazł jej portfel i odniósł w bezpieczne miejsce, łacznie z dokumentami i pieniędzmi. Trzeba było tylko zgubę odebrać osobiście, co Almu i Dario powitali z uśmiechem :)!

1.początek przygody

2.rakiety na start

3.pierwsze popołudnie

4.Almu spragniona

5.pierwszy wieczór w dolinie

7.mała przerwa śniadaniowa

8.na rakietach

9.damy radę!

10.Misia bambina

11.przerwa

12.Almu zmęczona

13.zmęczenie i radość

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s