Che pupa – czyli o tym, jak mówić o dzieciach ;)

chepupa.jpg

Przez rok po przyjeździe do Włoch pracowałam jako animatorka w Szkole dla Mam, gdzie mamy imigrantki miały możliwość uczenia się języka włoskiego (za darmo) a jednocześnie mogły ze sobą przyprowadzać swoje dzieci, które przez te dwie godziny kursu pozostawały pod naszą opieką.

Na początku byłam mocno onieśmielona językiem włoskim i interakcją w nim i raczej obserwowałam, niż ruszałam do akcji. Oczywiście praca nie polegała na mówieniu po włosku, jako że dzieci zazwyczaj albo płakały, albo zwracały się do nas po arabsku czy po chińsku i bardziej chodziło o to, żeby zapewnić je, że przez ten czas „z dala od mamy” są bezpieczne i mogą się dobrze bawić… ale kilku rzeczy się nauczyłam, przede wszystkim tego, jak we Włoszech ludzie mówią o dzieciach i jak się do nich zwracają.

z moja siostrzenica

Najczęściej słyszy się: patatino do chłopca i patatina do dzieczynki (czyli ‘fryteczko’ czy może swego rodzaju ‘ziemniaczku’).

Niektóre mamy i tate (tata znaczy ‚opiekunka do dzieci’ :D) nazywają maluchy nanetti, czyli skrzacikami, choć od jakiegoś czasu nazwa ta przez niektóre rodzicielki uznawana jest za obraźliwą. Mnie zupełnie nie przeszkadza, a wręcz rozczula (no dobrze, rodziecielką jeszcze nie jestem!).

Można też zwrócić się do dziecka słowem cucciolotto – czyli ‘szczeniaczek’, czy nawet ‘szczeniątko’ 🙂 (żeby oddać poziom zdrobnienia).

Moja szefowa, gdy mówi o córeczce jednej z naszych wolontariuszek, używa wyrażenia che pupa, czyli ‘jaka ślicznotka’. Tak, tak, pamiętajamy, że pupa to po prostu ‘ślicznotka, laleczka’ :).

A jeśli wolimy nasze  bebe’ (‚niemowlę/dziecko’) opisać przymiotnikami, możemy pokusić się o użycie: piccino (‚maleńkie’), carino (‚urocze’)  czy adorabile (‚rozkoszne’).

___ * ___ * ___ * ___ * ___

Oczywiście, można wyjść poza ramę utartych skojarzeń i terminów i puścić wodze fantazji oddając się zabawie tworzenia własnych zdrobnień, których w języku włoskim jest pod dostatkiem!

Reklamy

5 thoughts on “Che pupa – czyli o tym, jak mówić o dzieciach ;)

  1. Mnie za serce chwyciło „nanetti” (absolutnie nie rozumiem, czemu dla włoskich mam ma pejoratywny wydźwięk). Ale i język polski bardzo bogaty w tym zakresie. I co najważniejsze jego możliwości słowotwórcze są nieograniczone – od rodziców, ich wyobraźni językowej, zależy, jak będą swoich milusińskich określać. Generalnie miłość, także rodzicielską, chyba w każdym języku można wyrazić na miliony sposobów:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s