Jak dyskutować z Włochami i nie zwariować ;)

dyskusja.jpg

Od trzech tygodni uczęszczam na kurs Europrogettazione, czyli o tym, jak pisać projekty europejskie, na poziomie zaawansowanym (początkującego nie było!).

Na początku był stres, czy w ogóle będę wiedziała, o czym wykładowca mówi i czy będę nadążała za resztą grupy, tak z pewnością doświadczonej.

Ulgą okazało się, że jednak wszyscy dysponujemy mniej więcej tą samą wiedzą, każdy z nas liznął już jakieś projekty, starał się o europejskie dofinansowanie, itd.

Ulgą okazało się też, że mimo że kurs prowadzony jest po włosku, wszyscy mamy podobne problemy, np. jak dobrze scharakteryzować cele ogólne i szczegółowe projektu, odróżnić rezultat od produktu, nazwać czynności i ich kolejne fazy, czyli tzw. akcje.

Wyzwaniem za to stała się dla mnie praca w grupie.

Jak to?! Odpowiedź znajdziecie poniżej.

Jak się dyskutuje z Włochami, z przymrużeniem oka:

1. Jedzenie – tak właśnie, zaczynamy od narzekania, że wszyscy jesteśmy głodni i że warto byłoby coś przekąsić. Oczywiście, każdy przypadkiem coś małego na zagrychę ma, czy to orzeszki, czy ciastka, czy kanapki. Wszyscy wszystkim się częstują.

2. Brak poczucia upływającego czasu – nic to, że wykładowca powiedział, że mamy 20 minut na analizę problemu i kolejne 20 na udokumentowanie naszych przemyśleń, przecież dopiero co ustawiliśmy krzesła, poznaliśmy się i zapamiętaliśmy imiona, no i przecież punkt 1. (patrz wyżej), czyli dopiero po 30 minutach przechodzimy do zastanowienia się, co to mieliśmy zrobić.

3. Co to mieliśmy zrobić? – pytanie kluczowe, bo okazuje się, że, jeśli w grupie mamy 6 osób, pomysłów i ‘wiernych’ przytoczeń tego, co powiedział prowadzący jest co najmniej 8 i tak naprawdę nie wiadomo, o co chodzi. Wtedy prosi się wykładowcę o pomoc i powtórzenie pytania, co po pół godzinie od momentu zaczęcia pracy w grupie może go dziwić.

4. Kto notuje? – oczywiście nikt specjalnie nie kwapi się do pisania, też dlatego, że trudno zgadnąć co tak naprawdę nadaje się do zanotowania, pierwsza wersja, druga, czy ta zmieniona po 10 minutach? Ostatecznie przykry obowiązek spada na tego, kto ma przed sobą otwarty komputer! Dobra rada na przyszłość, lepiej komputer zostawić w domu.

5. Każdy wie najlepiej – mimo że dla każdego z grupy zadanie, nad którym pracujemy, to nowość. Opinie się ścierają, zderzają, odbijają od siebie, w sposób całkiem cywilizowany, co nie znaczy, że przybliżamy się do rozwiązania choćby o milimetr.

6. Słowa, słowa… – słowa leją się strumieniami, każdy podaje przykłady, prześciga się w anegdotkach i dykteryjkach; tak, jak najbardziej, zabawa jest przednia, ale do wniosków nam daleko…

7. Wnioski? – jakie wnioski?

8. Koniec czasu – no cóż, godzina na ustalenie tematu dyskusji (samego tematu!) to za mało, kolejne dwie na przeanalizowanie celów głównych i szczegółowych też nie wystarczają, co robić? Ach, żaden problem, następnym razem zdążymy dokończyć i zanotować wzystkie wspomniane i rozwinięte wątki i zrobić jeszcze 100 innych rzeczy.

9. Następny raz – punkt 1-8!

___ * ___ * ___ * ___ * ___ * ___

Powiem Wam tylko jedno, dla osoby raczej uporządkowanej i konkretnej za jaką się uważam, ten aspekt pracy i współpracy z Włochami jest nie lada wyzwaniem!

Reklamy

8 thoughts on “Jak dyskutować z Włochami i nie zwariować ;)

  1. 🙂 kiedy pracowałam jako kelnerka w Irlandii, to właśnie włoskie grupy turystów były najbardziej zabawne. Czas obiadu 20, zgadnij ile osób siedziało przy stole, zgadnij ile pomyliło zamówienia 🙂 Wiem, że cieżko się z takim osobami współpracuje, szczególnie osobom dobrze zorganizowanym. Ja przechodzę podobne akcje z Grekami, mój chłopak oraz najlepsi przyjaciele pochodza właśnie z Grecji, temperament, styl życia mają taki sam jak Włosi 🙂
    Powodzenia na kursie 🙂 pozdrawiam ciepło
    Kasia

    • Dzięki, Kasiu 🙂 Ja wiem, że ten mój post zabrzmiał jak jedno wielkie narzekanie, ale ja się w tym wszystkim nawet odnajduję i dobrze bawię, z ciekawością podpatruję Włochów i staram się jednocześnie zachować swój uporządkowany styl bycia ;D

  2. Pierwsze słyszę… Mieszkam i pracuję 16 lat w Mediolanie i nigdy nie spotkałam się z takim podejściem. Tu chyba chodzi o jakieś darmowe szkolenia, bo w realnie płatnej pracy nie ma takich sytuacji.

    • Nie, nie było to darmowe szkolenie i oczywiście na koniec, po wielu dyskusjach, do wniosków dotarliśmy, ale tak to właśnie bardzo często wygląda 🙂

  3. Właśnie o to chodzi, że wcale tak nie wygląda poważna praca w Mediolanie. Czytam i dziwię się, że możesz takie osobiste i jednorazowe doświadczenie (od ilu lat masz tego typu kursu w Mediolanie, które w taki właśnie sposób przebiegały? Kursańci są naprwadę z mediolanu czy tak jak ty napływowi?) opisywać jako włoski standard podejścia do pracy… To co napisałaś absolutnie mija się z generalną prawdą. Nie znam nikogo kto by w ten sposób spędzał dzień w pracy. Ten wpis odnosi się jedynie do twojego osobistego/jednorazowego przypadku i nie ma miejsca w codziennym życiu mediolańczyków.
    Staraj się nie wprowadzać więcej w błąd czytelników z polski, którzy nigdy nie byli w Mediolanie, a ty przekazujesz im przekłamane relacje.

    • Nie chcę nikogo wprowadzać w błąd, tu podałam to na przykładzie kursu, który składał się z kilku spotkań, ale z takim podejściem do dyskusji spotkałam się kilka razy wcześniej, a wpis napisałam z lekkim przymrużeniem oka. Oczywiście, każdy z nas ma inne doświadczenia i ja w żadnym wypadku tego nie neguję, a opisuję moje obserwacje włoskiej rzeczywistości. To wszystko 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s