Życie na i po wolontariacie EVS – wywiad z Mają :)

Maja wolonatariuszka.jpg

Dziś zapraszam Was na wywiad z Mają.

Maję poznałam w Poznaniu na spotkaniu dla wolontariuszy na miesiąc przed wyjazdem do Włoch, czyli w lipcu 2011 w siedzibie naszej organizacji wysyłającej Jeden Świat.

Jest to jedna z najbardziej dynamicznych, otwartych i ciepłych osób, jakie znam.

Maja serce

Jak wolontariat europejski EVS, Włochy i 300 dni w Cremonie na projekcie wpłynęły na życie Mai? Zobaczcie sami:

Misia: Maju, jak zaczęła się Twoja przygoda z wolontariatem EVS?

Maja: Wolontariat za granicą to było coś, co chciałam zrobić, od kiedy tylko pamiętam. Moje poszukiwania rozpoczęłam co prawda od wolontariatu w Afryce, ale kiedy trafiłam do bazy projektów evsowych, nie mogłam się już oderwać. (http://europa.eu/youth/evs_database) Tak więc moja historia poszukiwania jest prosta – internet :).

Misia: Jak znalazłaś swój projekt?

Maja: Pamiętam, że kiedyś o tym rozmawiałyśmy. Moja koordynatorka EVS w Poznaniu, Agnieszka, dała mi kilka porad, co zamieścić w mailu, który będę rozsyłała do różnych organizacji razem z moim CV, a potem… zaczął się długaśny proces szukania i wybierania projektów przez bazę i rozsyłania maili. Wiedziałam, jakiego projektu szukam, ale nie miałam określonego kraju, do którego chciałam wyjechać. Zostałam zaakceptowana w Finlandii, Luksemburgu, Szwecji, Anglii i kilku projektach we Włoszech właśnie :).

Misia: Na czym polegał wybrany przez Ciebie projekt?

Maja: Wyjechałam do Włoch, do Cremony. Pracowałam w organizacji, która zapewnia dzienne zajęcia dla dorosłych osób niepełnosprawnych intelektualnie. Moją pozycję nazwałabym ‚asystentką wychowawców’, towarzyszyłam podopiecznym na różnych zajęciach, wychodziliśmy na jogę, zajęcia teatralne, graliśmy w bocce (http://pl.wikipedia.org/wiki/Bocce), piłkę nożną, lepiliśmy z gliny i taplaliśmy się w farbach, tworzyliśmy własną gazetę… Organizowałam gry/zajęcia w czasie wolnym, prowadziłam kurs fotografii. Mieszkałam w mieszkaniu studenckim, miałam własny pokoik do dyspozycji i ogromną kuchnię z salonem na piętrze, którą dzieliłam z włoskimi studentami.

Misia: Pamiętam, jak w Twoim mieszkaniu gotowałyśmy razem i podziwiałyśmy z okna Cremonę podczas naszego pierwszego miesiąca we Włoszech :). Maju, Twoje perypetie wolontariuszki dokumentowałaś również na blogu http://300daysofitaly.blogspot.it/. O czym najchętniej pisałaś?

Maja: Idea bloga początkowo była cudowna, promowanie mojego projektu i pisanie o włoskiej kulturze. Ostatecznie skończyło się na tym, że wrzucałam krótkie opisy moich wyjazdowych weekendów ze zdjęciami, traktowałam bloga bardziej jako kontakt z rodziną (dziadek zainstalował sobie internet wyłącznie w celu czytania bloga, rozkulał się teraz na tyle, że w internecie wymiata). Jakbym mogła tworzyć bloga od początku, teraz zrobiłabym z niego blog kulinarny, to byłoby dopiero coś!

Misia: Nigdy nie jest za późno na bloga kulinarnego! A w samym projekcie, co najbardziej Ci się podobało? A co nie do końca Ci odpowiadało?

Maja:  Najbardziej – poranki. Przychodziłam do organizacji, a podopieczni witali mnie jakbym wróciła po stuletniej tułaczce po morzach i oceanach. Oni się naprawdę cieszyli widząc mnie, Polkę, która nie była w stanie nawet sensownie z nimi pogadać, ale widzieli że przychodzę dla nich każdego dnia, więc dawali mi w zamian tyle ciepła, to było naprawdę wspaniałe. Zresztą jak odwiedzam Anffas (gdzie realizowałam mój projekt EVS) teraz, sytuacja wygląda podobnie, zajęcia są przerywane, bo przyszła Maja i trzeba ją koniecznie wycałować i przytulić, sprawdzić, czy może zmieniła torebkę, skomplementować, pogadać i zepsuć fryzurę:)

Nie podobał mi się z kolei brak jasno określonych obowiązków – niemniej, jest to praca bardzo specyficzna, poza tym we włoskiej kulturze chyba ciężko o takie oficjalne deklaracje. Na koniec projektu jednak powiedziałam o tym i z tego, co wiem, sprawa została wzięta pod uwagę i wprowadzona w życie :).

Misia: Czy znałaś język włoski przed wyjazdem? Jak dawałaś sobie radę na projekcie?

Maja: Nie znałam absolutnie żadnego słowa. Pojechałam z moim angielskim na poziomie licealnym teoretycznie bardzo dobrym, ale w praktyce, no cóż, musiałam nauczyć się po angielsku rozmawiać, a nie rozwiązywać zadania czy opisywać maturalny obrazek ;). Miałam ogromne opory we włoskim, rozmawiałam przede wszystkim z podopiecznymi po włosku, z prostej przyczyny – wstydziłam się (sprawa podobno zależy od tego, z jakiego kraju pochodzisz, my, Polacy, musimy robić wszystko perfekcyjnie, z kolei moi znajomi – Hiszpan i Turek – nie przejmowali się ani trochę, strzelali mnóstwo byków, nie odmieniali czasowników mówiąc o przeszłości, itd. To takie moje małe spostrzeżenie). Sprawę szlifowania języka utrudnił Riccardo, (mój kolega z pracy a z czasem partner w życiu), z którym spędzałam większość czasu i rozmawialiśmy zawsze po angielsku. Był to akurat mój błąd, którego jestem świadoma, i nie zmieniłam go do teraz:).

Misia: Z perspektywy czasu, bo przecież minęły już prawie 2 lata od końca Twojego projektu, możesz powiedzieć, że EVS  zmienił coś w Twoim życiu?

Maja: Tak, z pewnością potwierdził moje plany zawodowe. Teraz wiem, że praca z niepełnosprawnymi to coś, co chcę robić w życiu. Poznałam mnóstwo nowych osób, które nauczyły i zainspirowały mnie (pozdrawiam Misia, jesteś w tej grupie :D), odkryłam nowe aktywności, jak na przykład jogę, którą uprawiam do teraz. Zakochałam się po uszy we Włochu i teraz dzielimy wspólne życie, koty, mieszkanie, dni lepsze i gorsze, brudne skarpetki i zmywanie. Mogę więc z całą pewnością powiedzieć, że EVS zmienił moją ‚pewną’ przyszłość – mieszkanie w Poznaniu, stabilną pracę, skończenie studiów magisterskich. Ale absolutnie nie żałuję :)!

Misia: A więc mieszkasz na powrót w pięknej Cremonie. Czym obecnie się zajmujesz?

Maja:  Aktualnie pracuję z dzieciakami z głęboką niepełnosprawnością, włoski wykorzystuję więc na codzień. Wprowadziłam też w życie mnóstwo małych zachowań, których nauczył mnie pobyt na EVSie we Włoszech.

Misia: Maju, masz czas na podróże? Utrzymujesz kontakt z wolontariuszami poznanymi podczas 9 miesięcy Twojego projektu?

Maja: Jasne! Niestety z Tobą mam kontakt nieduży, ale mam nadzieję, że sprawa się zmieni niebawem :). Poza tym jestem w stałym kontakcie mailowym z niektórymi wolontariuszami. Do tego w Cremonie w tym roku odwiedziły mnie dwie ex-wolontariuszki, które poznałam na warsztatach dla wolontariuszy EVS podczas mojego projektu.

Misia: I ostatnie pytanie: jakie jest Twóje ulubione miejsce, danie i słówko we włoskim?

Maja: Miejsce – teraz chyba mój włoski dom. Mam tutaj Riccardzika :), koty, moje garnki i pełną lodówkę, skajpa, książki polskie i dużo muzyki. Moje danie na ten tydzień to pizzoccheri, ale to akurat się zmienia bardzo często. Ulubione włoskie słówko to SUBITO (od razu, natychmiast) – czyli słowo, które po polsku wywołuje we mnie stres, a po włosku znaczy mniej więcej tyle, że należy się sytuacją zająć w najbliższych 3 dniach. Poza tym bardzo lubię słowa torrone (rodzaj nugatowego słodkiego bloku z Cremony), storto (przekrzywiony, źle ułożony, wygięty), na przykład bambino (dziecko) w pracy może być storto i trzeba je elegancko ułożyć, nie wiem dlaczego, ale to bardzo ładne słowo, i jeszcze: accarezzare (głaskać, gładzić), porca troia (włoskie przekleństwo), no i obowiązkowo mamma mia, które Włosi naprawdę używają :)!

Misia: Dzięki za bardzo słoneczny i naładowany pozytywną energią wywiad.

___ * ___ * ___ * ___ * ___

A na zakończenie zdjęcie z czasów wolontariatu 🙂

wolontariuszki.jpg

I Maja obecnie, tu na zdjęciu z Mantovy:

Maja

Reklamy

2 thoughts on “Życie na i po wolontariacie EVS – wywiad z Mają :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s