Raz jeszcze Como?

Prognoza na sobotę była bezlitosna. Miał padać deszcz i śnieg, temperatura zachęcała do pozostania w domu z wielkim kubkiem gorącej herbaty z cytryną, imbirem i miodem.

Ale mieliśmy gościa, naszego kolegę z Polski.

Nie można było spędzić w domu jednego z tak niewielu dni jego pobytu.

Sprawdziliśmy jeszcze pogodę w Como, ach tak…po 13.00 miało się przejaśnić. Klamka zapadła, stanęło na wyjeździe!

Ciepło opatuleni wyszliśmy złapać metro, które nas zawiozło na dworzec Cadorna Nord (!). Nord czyli północ i to właśnie stąd najłatwiej i najtaniej dostać się do miejscowości położonych na północ od Mediolanu. (Parę tygodni temu moja koleżanka niebacznie kupiła sobie bilet do Como z odjazdem ze Stacji Głównej i wplątała się w wielogodzinne dojazdy i karę pieniężną!).

Pociągi odchodzą do Como (ze stacji Cadorna) co pół godziny. Bilet w jedną stronę kosztuje 4, 55 euro.

Przejazd trwa godzinę i rzeczywiście pociągowi się nie spieszy…

Tak było i podczas naszej wycieczki. Do miasteczka (stacja Como Nord Lago) wtaczaliśmy się dobre 5 minut, i mimo że z poprzednich wypadów miałam dobre wspomnienia, tym razem pierwsze wrażenie było, delikatnie mówiąc, dużym zawodem. Szaro, brudno, bez żadnej organizacji, tak wyglądało miasteczko z okna pociągu.

Po wyjściu z pociągu, gdy już jezioro zaczęło nas przyciągać swoim szmerem, humory nam się poprawiły i ruszyliśmy żwawiej przed siebie. Przeszliśmy się na koniec pomostu, podziwialiśmy panoramę gór, pogadaliśmy z kaczkami i z jedną upartą gęsią, która przez następną godzinę nas śledziła płynąc brzegiem jeziora….

Zatrzymaliśmy się, by poobserwować starty wodnosamolotów i ruszyliśmy dalej tempem spacerowym, by nie móc przestać się dziwić pięknym willom i ogrodom zlokalizowanym wzdłuż nabrzeża.

Gdy zaczęło robić się szarawo a żołądki dość dobitnie zaczęły domagać się naszej uwagi, zawróciliśmy, by nagle znaleźć się w sieci maleńkich uliczek, udekorowanych świątecznie, z urzekającymi wystawami sklepów (prezentujących produkty za nieco mniej urzekającą cenę…).

Po małym przystanku na gorąco czekoladę, dotarliśmy do placu Duomo, który ozdobiono niebieską grą świateł, dzieci biegały i bawiły się beztrosko, starsi radośnie gaworzyli w mroku tego zimnego popołudnia, a z głośników usłyszeć można było: http://www.youtube.com/watch?v=d02KsJx6j1I, które w tym momencie idealnie wpisało się w scenerię i nawet nie wydało mi się specjalnie kiczowate.

Sogniamo un mondo senza più violenza

Un mondo di giustiza e di speranza

Ognuno dia la mano al suo vicino

Simbolo di pace e di fraternità

Śnimy o świecie bez przemocy

Świecie sprawiedliwości i nadziei

Niech każdy poda dłoń swojemu bliźniemu/sąsiadowi

Jako symbol pokoju i braterstwa

Stałam tam, słuchając piosenki i myśląc: jestem tu, w magicznym Como, z bliskimi mi ludźmi, otoczona takim ciepłym radosnym oczekiwaniem na Święta… i było to przemiłe uczucie.

1. fot. Bartek 2. foto Bartek 3. foto Bartek 4. foto Misia 5. foto Misia 6. foto Bartek 7. foto Bartek 8. foto Myszak

(Zdjęcia Myszaka, Bartka, i nawet 2 moje :)).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s