Klimat pracy w Domu dla Pokoju

“Dom dla Pokoju” tak brzmiałaby nazwa organizacji, w której pracuję, gdyby ją przetłumaczyć na język polski.

casaperlapacemilano

http://casaperlapacemilano.it/

Dziś nie chcę skupiać się na naszej działalności i rozwodzić na temat projektów, które prowadzimy i kursów, które oferujemy, wystarczy powiedzieć, że zazwyczaj bawię się tu dobrze, nawet jeśli czuję duży ciężar odpowiedzialności i po prostu wiem, że robię coś ciekawego, coś użytecznego i coś, czego jeszcze nie umiem.

Ale Casa per la Pace cenię bardzo jeszcze z innego powodu, przede wszystkim lubię atmosferę, którą czuje każdy przechodzień, który zagląda do nas choćby na 5 minut, czy po to, by zapytać, czy jesteśmy chińskim sklepem, czy budką z pocztówkami.

Pracę zaczynamy ok. 9.30-10.00, zależy od dnia, bo każda z nas pracuje tu na pół etatu. KażdA – ponieważ moją szefową jest Mercedes, moją współpracownicą – Almudena, obie Hiszpanki z Madrytu. Poza nami trzema jest jeszcze spora grupa wolontariuszy, Włochów (np. nasz Presidente) oraz osób z całego świata.

Czasami, gdy we trzy siedzimy w biurze, i nie wiemy dokładnie, jak napisać coś po włosku, czy użyć podwójnej spółgłoski w pisowni niektórych wyrazów, jaki przyimek jest najodpowiedniejszy, śmiejemy się z niedorzeczności całej sytuacji.

Po środku naszego biura stoją dwa duże połączone stoły, wokół którego rozkładamy się z naszymi laptopami, oczywiście przy ścianie naprzeciw wejścia stoi biurku i główny komputer, ale rzadko kiedy ktoś rzeczywiście tam spędza dzień. Z głośników cicho sączy się muzyka, ostatnio na zmianę Sixto Rodriguez i Van Morrison.

Po przeciwnej do biurka stronie stoją regały z książkami, w głębi sofa podarowana nam przez sąsiada z bloku obok, nad nią wisi gitara (Merche od dwóch tygodni uczy mnie w pracy gry na gitarze, co środę 20 minut!), za sofą jest jeszcze miejsce na małą szafkę na talerze i jedzenie (i …pełno innych rzeczy), na której napisano Bottega del Mondo – Sklepik Świata.

W Casa Pace prawie nigdy nie ma idealnego porządku, plakaty, kolorowe kartki leżą wszędzie, produkty stworzone przez nas w ramach autoprodukcji zajmują sporo miejsca we wszystkich kątach i rzadko kiedy zdarza się, żeby w biurze była cisza, rzadko zdarza się, żeby ktoś do nas nie zaglądał, pogadać, zobaczyć biuro, popytać, czym się zajmujemy, wypożyczyć książkę czy gazetę.

O godz. 13.00 zarządza się obiad, na stół kładziemy barwny obrus, najczęściej dzielimy wszystko to, co kupiłyśmy/ugotowałyśmy, czasem jakiś gość towarzyszy nam w jedzeniu. Wtedy rozmawia się o wszystkim, otwarcie i z przekąsem, Merche serwuje włoskie i hiszpańskie (których nie rozumiem!) żarty i relaksujemy się. Po obiedzie każda zabiera się za swoje obowiązki, czasem jedna czy dwie pędzą na lekcje (hiszpańskiego/angielskiego).

Jeśli dzień zaczyna się później dla mnie, czyli zaczynam pracę ok.13.00, kończę zazwyczaj o 19.00 lub 23.00 (zależnie od tego, czy organizujemy jakąś prezentację, spotkanie, wymianę językową, czy inne wydarzenie).  W co drugą środę organizujemy kolację – pracownicy i wolontariusze – jemy pizzę i pijemy piwo, ludzie w wieku od 20 do 80 lat, rozumiemy się bardzo dobrze. Na koniec obowiązkowo podjadamy owoce czy też czasem ciasto upieczone w kuchni słonecznej (!).

Kończymy dzień zmęczone, marzymy o pójściu spać, ale i rankiem, gdy się budzimy, perspektywa pójścia do pracy nie wydaje nam się straszna.

P.S. Zerknijcie jeszcze na zdjęcie poniżej, zostało zrobione ponad 2 lata temu, krótko po moim przyjeździe do Włoch. Zgadnijcie, jakie były moje pierwsze wrażenia odnośnie ludzi, z którymi miałam pracować :)?

wolontariusze i pracownicy Casa per la Pace

Reklamy

4 thoughts on “Klimat pracy w Domu dla Pokoju

    • Tak, kuchnia słoneczna (cucina solare) jako alternatywne źródło energii, moja szefowa jest wielką zwolenniczką kuchni i piecyków słonecznych i jak tylko na zewnątrz grzeje słonko, przed Casa Pace stoje taka mini kuchnia słoneczna i rośnie tam sobie pyszne ciasto 🙂

      🙂

    • Cześć Wera,
      EVS jest praktycznie darmowy, wszystko jest pokryte przez Unię Europejską (przelot, zakwaterowanie, wyżywienie, przejazdy, kurs języka, kieszonkowe). Mój wolontariat trwał 12 miesięcy (może trwać od 2 do 12 miesięcy), cały projekt nazywa się European Voluntary Service.
      Tu znajdziesz ogólne informacje: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wolontariat_Europejski
      Prawie w każdym większym mieście w Polsce istnieją organizacje wysyłające, w których wszystko Ci wyjaśnią. Znajdziesz je w tej bazie danych: http://ec.europa.eu/youth/evs/aod/hei_en.cfm
      Moją organizacją wysyłającą było stowarzyszenie Jeden Świat z Poznania 🙂
      Pozdrowienia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s