Włosi i śpiew

httpwww.greatspectations.com

Lombardia to centrum biznesu, mody i pracy. Ciągną tu Włosi z południa w poszukiwaniu pracy i nigdy nie przestają narzekać, jak bardzo brakuje im słońca, otwartości ludzi i swojskiego gwaru. Tu spotykają się z wilgocią, mgłą, pracoholikami pędzącymi do i z pracy, w której spędzają codziennie po 9 godzin.

Czy zatem w Mediolanie nie można znaleźć tego wypieszczonego obrazu Włochów, lekkoduchów, rozkochanych w jedzeniu i śpiewie, stroniących od pracy?

Można. I to często tam, gdzie się tego nie spodziewasz.

Pierwszy raz przyjechałam do Mediolanu w maju 2010 roku, z powodów czysto turystycznych. Zatrzymaliśmy się wówczas w małym hoteliku Ambrosiana na ulicy Plinio, który wspominam bardzo dobrze. Hotelik był biznesem rodzinnym, właściciele uśmiechnięci i służący pomocą. Pokoik nieco mały i ciasny…za to jednego razu, gdy słońce pięknie już świeciło, obudził nas śpiew jakiegoś sąsiada, który przeciągał się na balkonie domu naprzeciwko, ubrany tylko w bokserkę nie pierwszej świeżości, z pokaźnym brzuszkiem, cały szczęśliwy gromkim głosem śpiewał O sole mio…

http://www.youtube.com/watch?v=6IXEk9zARaY

(Tu w wykonaniu wielkiego Enrico Caruso!)

Wtedy cała ta sytuacja wydała mi się bajkowa, ale uleciała mi z głowy…aż do zeszłego czwartku, gdy pod stacją główną (Stazione Centrale) czekałam na przyjazd mojego kolegi, który godzinę wcześniej wylądował w Bergamo. Jego autokar miał 20 minut opóźnienia z powodu korków, więc oparta o masywny gmach stacji przyglądałam się kierowcom autokarów wiozących ludzi na jedno z trzech lotnisk: Orio al Serio w Bergamo, Malpensa, czy najbliższe Linate.

Autokary czy może lepiej – busiki odchodzące do Linate zaparkowane są zawsze na samym końcu i jest ich malutko, bo tylko dwa.

Jak przewoźnicy zachęcali do kupna biletów na ich właśnie bus? Jeden, bardzo dobrze zresztą, śpiewał na cały głos piękną arię operową, gestykulując przy tym zamaszyście, a turyści jak zaczarowani, ustawiali sie w kolejce właśnie do niego, mimo że jego auto wyglądało nieco mizerniej od konkurenta. Gdy tylko zamknął drzwi za ostatnim klientem i auto ruszyło, wykonał niedwuznaczny gest rękoma, mający dać do zrozumienia konkurentom że są do niczego (mówiąc dyplomatycznie ;)), usłyszał kilka wyzwisk pod swoim adresem, po czym cały zadowolony podszedł do nich na przyacielską pogawędkę.

Czyli esencja Włocha we Włochu 🙂 Śpiewa, wyzywa, udowadnia, wygraża, po czym śmieje się i gawędzi w najlepsze.

A wszystko to w zimnym Mediolanie. Można? Można :).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s