Head Over Heel: Seduced by Southern Italy … a co z Mediolanem?

www.budgettraveltalk.com.italy

Tytuł wpisu jest przede wszystkim tytułem książki, która dotarła do mnie z Polski od Mai (wraz w polskim łakociami, które sprawiedliwie podzieliliśmy między moją CasaPacową załogę). Tytuł polski: Miłość w Apulii.

Autorem jest Chris Harrison i, jak można w 3 sekundy dowiedzieć się z notatki wydawniczej na okładce, jest Australijczykiem, który z miłości dla urokliwej Włoszki z południa postanowił wywrócić swoje życie do góry nogami i przeprowadzić się do jej pięknego kraju.

Książkę mam od wczoraj, a dzięki spędzanym codziennie co najmniej dwóm godzinom w metrze, niebawem chyba uda mi się ją skończyć.

Książka mnie bawi, irytuje, wciąga i odrzuca. Zawiera mnóstwo trafnych obserwacji (na temat życia w Mediolanie), by nagle odwołać się do jakiegoś stereotypu, dla którego ja, jak dotąd, nie znajduję tu potwierdzenia.

Styl autora mnie drażni, jego nieco wywyższająca się postawa, a jednocześnie często przyznaję mu rację i podziwiam jego szczerość.

Ale dlaczego ten post? By zarekomendować książkę? Niekoniecznie. Dla mnie jest to przede wszystkim świetny punkt wyjścia do zastanowienia się na tym wielkim, szarym, drogim miastem, budzącym dreszcze podniecenia w turystach i dreszcze niechęci wśród samych Włochów. Jest to miasto gryzących różnic – pięknego centrum i zaniedbanych przedmieści, pędzących i spędzających całe dni w pracy mediolańczyków, malutkich mieszkań, które wynajmuje się za śmiesznie wysokie sumy, dzieci chodzących na spacery ze swoimi tatami (opiekunkami) i widujących rodziców w weekendy i okazjonalnie na wakacjach, ludzi modnych, ludzi obnoszących się ze swoim bogactwem, ludzi alternatywnych, uprawiających wolontariat w każdej wolnej chwili, ludzi biednych, bezdomnych, imigrantów. Miasto sprzeczności, które otwiera wiele możliwości, ale tylko wtedy, jeśli wiesz gdzie ich szukać i kogo zapytać. Miasto, w którym żyje się i pracuje i z którego ucieka się, jeśli się uda, nawet na dwa miesiące wakacji.

Petra, moja czeska koleżanka, z którą w zeszłym roku chodziłyśmy razem na kurs języka włoskiego, gdy w zeszłe wakacje szykowała się do wyjazdu na dobre z Mediolanu, powiedziała, że po roku czujesz się dobrze i masz potrzebę zostania w tym mieście jeszcze na jakiś czas, ale po 2 latach dojrzewasz do decyzji, że lepiej jednak wyjechać i szukać swojej przystani gdzie indziej. Zabrzmiało zabawnie, ale gdy dziś wracam do naszej rozmowy, zaczyna mnie uderzać trafność jej słów…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s