Bari – gdzie w piątki się nie płaci ;)

Udało się! W piątek w porze obiadowej wylądowałyśmy w Bari.  Od razu posmakowałyśmy tutejszej kuchni i z pełnymi żołądkami i w dobrych nastrojach ruszyłyśmy przed siebie, turystki z Mediolanu / Cremony.

I na początku, bądźmy szczerzy, miasto nas nie zachwyciło, bo ani pogoda nie wydawała się wymarzona (chłodniej niż w Mediolanie!), ani budynki malownicze (za to same bloki…), choć tak, ‘odnalazłyśmy” morze…i  pięknie zgubiłyśmy się w uliczkach starego miasta – Bari Vecchia.

Po godzinie umówiłyśmy się na spotkanie z naszym couchsurfingowym gospodarzem i jego kolegą. Giorgi i Davide – dwaj amatorzy rowerów 🙂 – na początku zaprowadzili nas do mieszkania Giorgiego, gdzie mogłyśmy poznać MAMĘ (to jest bardzo ważna bohaterka naszego wyjazdu!), przebrać się, odświeżyć…i  pomaszerowaliśmy z powrotem do centrum, gdzie Giorgi (któremu przewrotnie przez 3 dni wmawiałyśmy, że ‘świnka morska’ to najokropniejsze polskie przekleństwo, na skraju bluźnierstwa!) jako profesjonaly przewodnik przewiózł nas swoją rikszą pokazując nam piękne miasto…i zaułek pań robiących makaraon o wdzięcznej nazwie ‘orecchiette’.

Wieczorem jeszcze szybki myk do baru na … wino, do tego gry i o 3 w nocy (tak, tak, chłopcy musieli jeszcze zajrzeć po rogalika do sklepu!) padłyśmy na przewygodne łózko w pokoju naszego gospodarza ;D!

Sobota – to już przede wszystkim miasteczko Domenico Modugno: Polignano

http://en.wikipedia.org/wiki/Polignano_a_Mare

Po południu mogłyśmy rozkoszować się surowymi owocami morza, naśladować dialekt barese, posiedzieć w parku przy puglijskim winku i porozmawiać o życiu… Wieczorem film Cinema Paradiso w wersji piżamowej (chłopcy bardzo się podczas filmu wzruszyli) i już była niedziela…którą zaczęłyśmy od zwiedzania (bo jak inaczej to nazwać) targu różności (wszystko i nic) z Davide i Ivanem, po czym, gdy tylko Giorgi skończył pracę, wróciliśmy do domku na przepyszny Maminy obiad i po południu pojechaliśmy w piątkę do Alberobello …cudo, cudo, cudo!

http://en.wikipedia.org/wiki/Alberobello

Po powrocie (a w samochodzie śpiewy, likier i taniec na środku ulicy na czerwonym świetle…!) dostaliśmy kolację (nawet jeśli nie byłyśmy głodne, nie dyskutuje się!), i poszliśmy do bardzo ciekawego pubu, gdzie z kolegami chłopaków graliśmy w Prawo Dżungli, …i w „Jaka to melodia?” z Mają i Davide w roli jukeboxa!

Poniedziałek za to upłynął na wesołym gotowaniu (dziewczyny-my przy pierogach, chłopcy na balkonie dyskutują o piłce, do tego reggae w tle, i mieszkanie studenckie Włochów z południa…czy to się rzeczywiście działo?!)…szybkie zakupy przed wyjazdem, spacer do parku i pożeganie na lotnisku.

Teraz wszystko się wydaje nierealne. A najbardziej to, że przez przypadek można spotkać zupełnie obcych ludzi, z którymi po jednym dniu czujesz się jak ze starymi przyjaciółmi, swobodnie, szczerze, na luzie ;)!

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.3462954539930.158951.1452967758&type=3&l=fee460cc55

Reklamy

One thought on “Bari – gdzie w piątki się nie płaci ;)

  1. Pingback: O Couchsurfingu raz jeszcze | cantgobacknow

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s