Małe podsumowanie minionego tygodnia

Czas biegnie tu w zawrotnym tempie, w tym tygodniu, na dobrą sprawę, dopiero teraz mogę usiąść za biurkiem i napisać, co wydarzyło się w przeciągu ostatnich dni. A dziś mamy dzień zupełnie relaksacyjny, odwiedziłyśmy targ przy Sant’Agostino na ul. Papiniano (szaleństwo, hałas, nawoływanie sprzedawców, tłumy żądnych zakupu klientów, trzymanie torebki przy sobie, no i uważanie na sprzedawców doskonale wiedzących, kogo da się nabrać, a kogo nie…:)  jakimś cudem okazało się, że pan sprzedawca zapakował mi sześć owoców kaki zamiast dwóch, za które zapłaciłam, no i żadna z nas nie spostrzegła się w porę, że coś jest nie tak. Ale owoce są przepyszne, więc wyjątkowo nie ma czego żałować!). 

Po wielkim sobotnim sprzątaniu, miałyśmy odwiedziny Aliego – poprzedniego wolontariusza z Turcji, który dosłownie na chwilę wpadł do nas z kolegą i pobiegł dalej na pociąg, by jeszcze dziś wrócić do siebie, czyli do Turynu! ( Z tego, co słyszę, często wolontariusze zostają po zakończeniu swojego projektu w kraju goszczącym i po prostu zaczynają tu pracę).

No ale wracając do meritum, jak minął cały tydzień? Pracowicie, można rzecz. We wtorek mieliśmy pierwsze spotkanie Teatro dell’Oppresso. Na początku byłam dość sceptyczna wobec tej formy zajęć, nie umiałam się odnaleźć w zabawach, grach, krzykach, szeptach, ekspresji, ale z czasem poczułam się swobodniej i rzeczywiście poczułam się lepiej zżyta z grupą. A w grupie mam osoby w wieku od 16 do 50 lat, czasem trudno jest przekroczyć swoje granice, czasem wydaje mi się to wszystko zbyt intymne, ale jestem tu po to, żeby doświadczać nowych rzeczy. Pierwsze spotkania teatru poświęcone będą przedstawianiu się, zżyciu, zintegrowaniu, przełamaniu bariery wstydu, poczucia niepewności. Co będzie dalej? Już niebawem, za dwa tygodnie się przekonam.

http://www.peacexchange.eu/pl/teatr/W_innych_krajach.html

Środa minęła nam przede wszystkim na kilkugodzinnych spotkaniach w pracy, spotkaniach i dyskusjach w mniejszych grupach, w których pracujemy, rozdzielaniu pracy przez Mercedes na najbliższe dwa tygodnie, później na spotkaniu z presidente, zdaniu sprawy z dotychczasowej pracy i przyjęciu pocket money na ten miesiąc, a o 21 mieliśmy wielkie zgromadzenie całej organizacji. Wszystko skończyło się po 23, ale co cieszy, takie włoskie dyskusje coraz mniej nas już z Marketą męczą. No i oczywiście – zostały rozdzielone role…odnośnie wielkiej kolacji, którą przygotowujemy w sobotę… My z Marketą pieczemy dwa strudle jabłkowe!

https://www.facebook.com/event.php?eid=217876991608576

Czwartek to wielkie przekopywanie CASAPACE, porządkowanie szuflad, schowków i zakamarków. Okazuje się, że nasze biuro jest wielkim skarbcem bardzo ciekawych przedmiotów. Mamy tam praktycznie wszystko. Gdyby, jakimś dziwnym zrządzeniem losu, byśmy tam byli zamknięci przez jakiś dłuższy czas, to mielibyśmy całkiem spore szanse przetrwania! Biuro już nabiera innego charakteru, a to jeszcze nie koniec rewolucji!

Czwartkowy wieczór spędziłyśmy z Barbarą oraz dwiema osobami ze stowarzyszenia Decrescita Felice, planując (i przysłuchując się) tzw. Kurs Autoprodukcji. Spotkania w ramach tego kursu odbywają się raz na miesiąc, będziemy tam uczyć się, jak robić mydło, ekologiczne detergenty do domu, jak warzyć piwo domowymi sposobami, przerabiać ubrania, przygotowywać domowe kosmetyki, wykorzystywać twórczo papier i makulaturę, wymyślać dekoracje i prezent na Święta… I naprawdę ten pomysł nam się podoba!

No a piątek?!  W piątek przeszłyśmy chrzest bojowy. Razem z Matteo pojechałyśmy prowadzić wystawę. Wprowadzałyśmy pary 10-latków w jej tematykę. Przedstawiałyśmy im, na czym ona polega, jak się po niej poruszać, a wcześniej prowadziłyśmy krótką pogadankę na temat uprzedzeń i stereotypów! Było to wyzwanie, no i już po 2 godzinach byłyśmy porządnie zmęczone, ale dzieci okazały się sympatyczne, zabawne, głośne, nieco męczące, ale też bardzo otwarte…i zupełnie zdawały się nie przejmować naszym osobliwym włoskim…

No i kulminacją dnia było spotkanie na aperitivo w barze niedaleko Limy, spotkanie z wolontariuszami EVS mieszkającymi w Mediolanie i okolicach oraz ich koordynatorami. Poznałam między innymi jedną Polkę – Iwonę, która zna moją organizację Jeden Świat i Agnieszkę!

Świetnie i swobodnie (może przez to, że mamy wszystkie zbliżony poziom języka włoskiego) nam się rozmawiało z dziewczynami z Hiszpanii, Belgii, Rumunii, szkoda że wolontariuszka francuska nie była w najlepszym nastroju, ale może miała po prostu słabszy dzień. Już planujemy, co możemy zrobić razem, we wtorek widzimy się wszystkie na spotkaniu formacyjnym, a jednocześnie czekamy na przyjazd dwóch wolontariuszy (ragazzi!!!) z Afryki.

To był naprawdę dobry wieczór :D!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s