Mediolańczycy?

No i jest to kwestia sporna, jacy właściwie są ci Milanesi.

Czy mówią dobrze po angielsku, czy są otwarci, uczynni, cierpliwi i sympatyczni?

Hm, ja miałam takie wrażenie i, mimo wszystko, jak dotąd się ono utrzymuje. Jednak gdy zaczynam rozmawiać z ludźmi mnie otaczającymi, okazuje się, że nikt z nich nie jest Mediolańczykiem tak naprawdę, i wcale im nie spieszno do zżycia się z tym miastem. Czytałam kiedyś, że trudno pokochać Mediolan.

Tu, w mieszkaniu, mam nawet książkę pt. 101 rzeczy do zrobienia w Mediolanie, przynajmniej raz w życiu (http://www.lafeltrinelli.it/products/9788854112223/101_cose_da_fare_a_Milano_almeno_una_volta_nella_vita/Beltramini_Micol_A.html   Btw, La Feltrinelli to bardzo fajna księgarnia, i jeden oddział znajduje się całkiem blisko mojego mieszkanka). Autorka, co można przeczytać już na okładce, spędziła tu prawie całe swoje dotychczasowe życie, żywiąc dużą niechęć do tego miasta. I gdy przeniosła się do Rzymu, napisała książkę o tym, co warto w Mediolanie zobaczyć, zrobić, doświadczyć, w której sama przyznaje się, że pokochała to miasto. A może tak jest, jak coś przychodzi nam trudno, to potem to przywiązanie jest dłuższe, silniejsze?

A że kochać Milano trudno… hm, ruch i korki uliczne są naprawdę spore. W miejscach, gdzie mogłyby powstać ogrody, parki, miejsca zieleni, budują coraz to nowsze i wyższe biurowce, drapacze chmur. Jest głośno, zawsze w nocy z wtorku na środę budzę się, bo akurat wtedy myją naszą ulicę i wywożą śmieci. Wszędzie śmigają vespy, które owszem, są na swój sposób urocze ;), ale też minimalnie denerwują, gdy próbujesz zasnąć, a jakiś szaleniec wywija na vespie pod twoim oknem. No i komary, to kolejny minus. Na początku atakowały mnie każdej nocy, obecnie wydają się znudzone moim towarzystwem i przeniosły  zainteresowanie na Marketę… Pogoda jeszcze jest piękna (wczoraj o 18.00 26 stopni), ale ponoć Mediolan to miasto w dużej mierze mgliste i często deszczowe. Sami mieszkańcy bardzo na taką pogodę narzekają..

Ale wracając do Mediolańczyków…z moich obserwacji ogółu tutejszego społeczeństwa wyłania się obraz dużej mieszanki etniczno-religijnej, różne kolory skóry, style zachowania, kolorowe ubrania, czasem też języki (choć akurat, żeby pójść na jakiś film w wersji oryginalnej, to trudno…znakomita większość jest dubbingowana niestety, a chciałabym zobaczyć „Carnage” Polańskiego). Mnie akurat bardzo się to podoba … no i dochodzi do mnie, jak w Poznaniu, mimo wszystko,  tego brakuje.

Kierowcy autobusów wydają mi się uśmiechnięci, pomocni, w porządku, sami doradzają, podpowiadają, ale też niespecjalnie są punktualni, nie spieszą się za bardzo :D. Ludzie czasem sami pytają, czy mogą w czymś pomóc, choć gdy słyszą, jak z Marketą rozmawiamy po angielsku, patrzą nieco podejrzliwie. (Dziś w sklepie z telefonami komórkowymi mieli problemy z nazwą Republika Czeska, a także nie bardzo byli przekonani, że Czechy należą do UE).

Wczoraj, gdy rozmawiałyśmy z Matteo, Lucio i Raffaellą, powiedzieli nam, że Mediolańczycy są raczej zamknięci, nie poświęcają obcym wiele uwagi, zazwyczaj pochłonięci są swoimi zajęciami i mogą być dość nieprzyjemni w obejściu, a ponadto kobiety, owszem, bardzo ładne, mają poczucie wyższości, są zarozumiałe, nieprzystępne. Ludzie tu, wg przyjaciół Matteo, są lekko zesnobowani, czasem, jeśli mowa o młodzieży, aroganccy.

CIEKAWOSTKI:

Wczoraj do biura wpadł jakiś chłopak, przedstawił się, że ma na imię Leonardo  i że mieszka tuż obok, no i że ma sofę, którą mógłby nam oddać za free, bo sam chętnie by się jej pozbył. Dziś komisja w składzie Marketa, Matteo, Pier – presidente, no i ja obejrzeliśmy sofę, a potem Matteo i Presidente przytachali ją do biura i mamy teraz sympatyczną kolorową sofkę dla gości i dla nas, robi się coraz przyjemniej…tym bardziej, że wczoraj w pocie czoła (naprawdę!) posprzątałyśmy całe biuro, łącznie z szorowaniem podłóg i toalety, ale szorowaniem…na pograniczu ze zdzieraniem podłogi. Specjalnie efektów nie widać, ale mam poczucie dobrze wykonanej pracy :D.

Jutro wieczorem planujemy świętować we dwie moje imieniny wybierając się na aperitivo. By wiedzieć nieco więcej odsyłam do strony, skąd zaczerpnięty jest ten cytat: „…especially in Milan which I proclaim the “Capital of Aperitivo in Italy.””:

http://www.msadventuresinitaly.com/blog/2008/03/27/the-guide-to-italian-aperitivo-and-drinks-in-italy/

Plany na następne dni, oprócz spotkań w pracy i rozpisania listy zadań  i dalszego przeszukiwania bazy danych w celu znalezienia fajnych instytucji do wymiany doświadczeń i wolontariuszy, to Bergamo – sobota (wystawa o Palestynie, opis konfliktu, koncert) i Cremona – zwiedzanie i kolacja z wolontariuszami EVSowymi :).

Trochę już z Marketą zmęczone jesteśmy zachowaniem Włochów, zaczepki, spojrzenia, różne teksty (Che belle cose! Bella! Bellissima! Wow! albo Buon appetito!, jeśli zdarzy mi się coś przekąsić na ulicy), prowokujący wzrok, kiwanie ręką z samochodów, … a to ponoć i tak nic w porównaniu w południem Włoch. Ale, w celach poznawczych, antropologiczno-kulturowych, właśnie tam chciałybyśmy pojechać :D!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s