Przyjazd Markety!!!

Moja współlokatorka dziś przyjechała do Mediolanu. Uśmiechnięta, sympatyczna, otwarta i pewna siebie dziewczyna, mówiąca bardzo dobrze po włosku, świetnie po angielsku, no i dzięki temu, że jest Czeszką rozumie też trochę polski. Jeszcze nie ustaliłyśmy, którym językiem będziemy się porozumiewać (stawiam na angielski), na razie jest to mieszanka włosko-angielska z wtrąceniami słowiańskimi i idzie nam to całkiem dobrze. Marketa często bywa tu w Mediolanie, bo ma tu chłopaka, z którym jest od 2 lat. Związek na odległość? Hm, tak, ale widują się raz na miesiąc, latając do siebie nawzajem i w wakacje spędzają ze sobą całe dwa miesiące podróżując wspólnie.

Po szybkiej kawie w barze, zaraz przy naszym domu za rogiem, pojechaliśmy – Matteo, Marketa i ja – do Casa Per La Pace. Na początku były powitania, uściski, potem rozliczanie się na ten miesiąc z funduszy EVSowych, podpisywanie deklaracji-pokwitowań, a później szykowanie się na przybycie reszty. Przygotowanie sałatek (caprese – plastry pomidora na przemian z mozzarellą, do tego oliwa i bazylia), stołu, przyjęcia. Dziś też zrobiło się już zdecydowanie poważniej. Po wszystkich oficjalnych przemowach, przyszedł czas na pewnego rodzaju zapoznanie się oficjalne, każdy po kolei mówił o sobie, kim jest, jakie ma oczekiwania wobec innych, wobec organizacji, czego w niej szuka, czego się obawia. Był to dla mnie spory stres, nie tylko z powodu języka i wypowiadania się na dużym forum, ale także strach przed otwarciem się przed innymi, ludźmi ciepłymi, mądrymi, razem czującymi się jak rodzina, jak przyjaciele. I nagle pojawiam się ja, której nie znają (nie licząc dwóch tygodni) i wchodzę w ich organizację jakby z boku. Marketę wszyscy znają, ponieważ nieraz tu bywała, jest dziewczyną Matteo, ale także dlatego, że robiła tu w zeszłe wakacje praktyki w Casa Per La Pace. Gdy tak siedziałam przy stole, słuchając, co mówią, uderzyła mnie nie tylko pracowitość tych ludzi, ale także szczera chęć pracowania dla idei, w którą bardzo wierzą i, przede wszystkim, w którą wkładają dużo serca, a także ich bezinteresowna chęć poznawania innych ludzi. Może brzmi to nierealnie, co piszę, może wygląda to na słodzenie, ale nie chcę tutaj ich idealizować. Nie, bo przecież są to normalni ludzie, ze swoimi wadami, cechami irytującymi, często uparci, itd. Mimo wszystko angażują się niesamowicie w to, co tworzą.

Ustaliliśmy też plan działania na następne dni. Przede wszystkim w piątek przygotowujemy cały dzień wystawę dla dzieci i młodzieży. A w sobotę i niedzielę jedziemy do domu rodziców Margo nad Jezioro Como, wszyscy członkowie Casapace, żeby spotkać się, debatować, co trzeba zmienić, co poprawić, jakie są priorytety na ten rok, jakie zadania podejmujemy, żeby podzielić role i oczywiście – zapewne – zadać pytanie Markecie i mnie, gdzie my widzimy się w organizacji, co możemy wnieść. To będzie trudne pytanie…

Jutro robimy zakupy na wyjazd – bo przygotowanie jedzenia i rozdzielenie zadań w tej kwestii jest rzeczą kluczową :). Będzie mi też potrzebny śpiwór, plecak, ciepłe ubrania, bo w Como już zimno (tzn. ok. 10 stopni).

Michele dodatkowo zaproponował, że w sobotę wieczorem na takie małe party wszyscy przebieramy się w jakieś stroje, które mają zobrazować, jak widzimy się w przyszłości w naszej organizacji, mają być symbolem tego, co chcemy osiągnąć, itd. Można by rzec: Mamma mia?!?!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s