Pierwsze riunione

14.09.2011

Dojazd do Gabrieli, nauczycielki włoskiego przydzielonej przez Casa per la Pace, nie należał do najłatwiejszych, dwie linie metra, przy czym jedna, myślałam, już mnie wywiozła na peryferia, ale nie, nie, dalej przesiadka w autobus i 17 przystanków na Via De Sica. No i jakoś trafiłam, ale nie obeszło się bez pisania smsa do Gabrieli i siedzenia z mapą w autobusie ku uciesze innych ;). Posiedziałam u Gabrieli i jej męża (był też pies o imieniu Legolas) ponad godzinę i była to po prostu rozmowa, o nich, o mnie, o nauczaniu, o języku chińskim (Miszka, dzięki Tobie coś niecoś mi się o nauce tego języka obiło i to wykorzystałam!) no i o tym, czym będziemy się zajmować na lekcjach. A więc mówienie i czytanie, nawet literatury (nie wiem, ale chyba nie ucieknę przed tymi „I Promessi Sposi”).

Po południu miało miejsce nieco większe spotkanie (la riunione). Zawsze w środę między 17 a 18.00  przyjeżdża do biura il presidente i omawiane są różne sprawy, tak jak dziś te dotyczące budżetu, wynajmu lokalu, oraz planów pracy dla Markety i dla mnie, a także planu działania na następne miesiące.

Poznałam również Matteo, który pracuje w organizacji na stałe, i właśnie wrócił  z „wycieczki pogłębiającej wiedzę” w Palestynie, i jutro u Almudeny w domu będzie mówił o tym, jak było i co zaobserwował. I pewnie będą też zdjęcia :)!

Plany na najbliższe dni to uczestniczyć w La Tenda del Silenzio, zacząć szukać w Internecie różnych europejskich organizacji działających na rzecz pokoju i idei non violence i w miarę możliwości szukać możliwości kontaktu i wymiany doświadczeń z nim, a także w piątek w przyszłym tygodniu przygotowujemy wystawę dla szkół, zdaje się, że dotyczącą programu : Gli Altri Siamo Noi – Inni to My. O niej więcej zapewne później…:D.

Ciekawostki i miłe chwile:

Dziś jedna starsza pani powiedziała mi komplement „belle gambe” :D, co było bardzo miłe.

Jeden Włoch tłumaczył mi, gdy stałam na pasach, czekając na zmianę światła na zielone, że tu nikt nie czeka i żebym śmiało szła do przodu, bo i tak nic nie pojedzie; najwyraźniej musiałam wyglądać na zagubioną.

Co ciekawe, obserwuję tu dużo ludzi, którzy sami ze sobą rozmawiają na głos.

Przed organizacją Casa Per La Pace biegał dziś pan, pchając przed sobą pusty wózek inwalidzki. Biegał w różne strony dość dziwnym krokiem i trajektorią, jeśli można tak powiedzieć.

O godzinie 17.30, jak poinformował nas Pierluigi, były 34 stopnie, i jak mówi presidente, nie są przyzwyczajeni do tak ciepłego września. Gdy mnie dziś zobaczył, zapytał: Sei viva? Żyjesz? J Chyba domyśla się, że taka temperatura potrafi wykończyć!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s