Beh…

Brzmi jak „bee..” w języku polskim i znaczy tyle, co „a więc”, „a zatem” lub nie ma szczególnego znaczenia, ale daje czas do namysłu i zwiastuje dalsze zdanie. Jest to dość nieformalne, no i tylko występuje w mowie (ha! A dziś czytałam fragment artykułu w magazynie Azione Nonviolenta i padło tam to słowo, czarno na białym). Ilaria mówi, że Mediolańczycy używają również słowa, które brzmi jakoś tak: „neee” i nie ma ono nic wspólnego ze słowem né ani ne, a raczej jest podobne właśnie do tego wcześniejszego „beh” i jest chyba jeszcze mnie formalne, a znaczy coś w stylu „è vero?”, „(to) prawda?”. Taki mały lokalny folklor, jak zapewne „tej” u nas J.

Dziś do głównych punktów programu należał spacer na Cimitero Monumentale. Jest to olbrzymi cmentarz, ale przypomina bardziej niesamowitą, przerażająco piękną (oj tak, i przerażającą, i piękną) galerię rzeźb, nagrobków, sarkofagów, ołtarzy, korytarzy, alejek, dziwnych lampek, płaskorzeźb i uchylonych drzwi… Spędziłam tam pół godziny, w południe, no i dość szybko uciekłam, bo sama, przyznam szczerze, czułam się jakoś nieswojo. Zrobiłam kilka zdjęć i miałam wrażenie, że tym samym naruszam czyjąś przestrzeń i prywatność. Wiem, wiem, dość dziwne uczucie, no a przecież nie jestem zabobonna. Jest to piękne miejsce, ok.20 minut pieszo od mojego mieszkania, i na pewno chcę tam wrócić, ale nie sama, koniecznie z kimś. Nie wyobrażam sobie, jak tam się można poczuć, gdy robi się ciemno.

Po obiedzie, cannelloni z mięsem z mieszanką sałat i pomidorkami (tak, dogadzam sobie :D), pojechałam do biura, tam już czekała Margo i zaraz dołączyła Ilaria, zaczęłyśmy od porcji lodów, ja miałam smak pistacjowy i amareno, były przepyszne!!! Ale i jedna kulka (choć większa niż w Polsce) kosztowała 2€! No ale warto było!

W biurze Ilaria i Margo wzięły się za korespondencję ostro, odbierały telefony, odpisywały na maile, umawiały spotkania, planowały program na najbliższe dni i tygodnie, a ja kończyłam plakaty, zapoznałam się z prawie każdą półką, wyczyściłam okno wystawowe :D, dumna zawiesiłam przygotowane cartelloni (albo poster :D) i już było po 18.00, a że specjalnie więcej nie miałam co robić na miejscu, wzięłam Azione nonviolenta ze sobą, żeby poczytać w domu, wzięłam papier do owijania prezentów i w domu wypisałam życzenia Barbarze i zapakowałam książkę „Teacher Man”, którą jej dziś kupiłam. To na jej 27 urodziny 🙂!

P.S. Dziś wracając z cmentarza, mijałam jakichś dwóch Włochów, z których jeden głośno śpiewał „Besame mucho”…:)

Reklamy

2 thoughts on “Beh…

  1. „Besame mucho” już chyba na wieki kojarzyć mi się będzie z wypadem nad morze;) zauważam też niebezpieczny trend – podczas czytania Twojego bloga robię się głodna… chyba czas odwiedzić Tivoli:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s