Dobiega końca pierwszy tydzień w Mediolanie

9.09

Jedzonko na piątek:

Cannelloni con ricotta e spinaci

Espresso dolce

Espresso macchiato

Torta ? (tarta z czymś dobrym – nie wiem czym)- u Silivii

Martini

 

„Wiesz co, chyba zaraz będzie mój przystanek!”, takimi słowami w języku polskim zwróciłam się do Anny, nowo poznanej dziewczyny – Włoszki uczącej w Mediolanie angielskiego (mówi piękną brytyjszczyzną!) w metrze, gdy zorientowałam się, że prawie przegapiłam mój przystanek. Oddaje to doskonale totalny chaos, który tego wieczoru miałam w głowie. Z Anną poznałam się na przyjęciu urodzinowym Silvii – koleżanki Margo. Na początku dzielnie starałam się nadążać za konwersacją w języku włoskim, rozmawiałam przede wszystkim z Margo i Anną, potem dołączył też Antonio. Było też mnóstwo innych ludzi, wszyscy w podobnym wieku, i panował miły swojski gwar, z  którego udawało mi się wyłapać pojedyncze słowa. Okazało się jednak, że Antonio spędził w Australii dwa lata i chciałby tam wrócić, tęskni za językiem, Anna też chętnie pokonwersowałaby po angielsku i we trójkę przeszliśmy na ten język. Co wcale nie okazało się tak proste, jak myślałam. Początkowo miałam całkiem spore problemy, żeby się przełączyć na inne tory językowe. I później, wracając razem metrem z Anną, znalazło to ujście w moim polskim wykrzyknieniu! A więc chyba jednak sama ze sobą rozmawiam po polsku, analizuję po polsku, jednocześnie uczę się włoskiego i jestem nim otoczona, a tu przez chwilę miałam okazję pogadać po angielsku i to na takim wymagającym poziomie. Ufff… Mieszanka wybuchowa J

Ale od początku, jak minął mi dzień. Rano Barbara napisała do mnie, że umawiamy się na przystanku metra Corvetto (linia żółta), Corvetto mieści się już nieco dalej od  centrum, można powiedzieć, że to już dzielnica bardziej przemysłowa, mniej atrakcyjna i, jak sama Barbara zauważyła, nieco niebezpieczniejsza niż centrum.  Tam na placu Corvetto poszłyśmy do głównej siedziby organizacji, gdzie Barbara zapoznała mnie wstępnie z działalnością Casa Pace, biblioteką, wachlarzem kursów i szkoleń, które prowadzą. Zjadłyśmy też obiadek, odgrzany w mikrofali – wspomniane wyżej cannelloni ze szpinakiem i białym serem, porozmawiałyśmy o sytuacji politycznej Włoch i Mediolanu (ja słuchałam 😀 i robiłam dobrą minę :D), trochę też o tym, jak w Polsce wyglądają różne relacje, o kościele, o homoseksualizmie, o  studiowaniu, imieninach, itd. Dorwałam się też na chwilkę do Internetu i mogłam napisać do najbliższych i umieścić wcześniejszy post. Później zebrałyśmy się ( do przygotowaniu plakatu i przyozdobienia okna wystawowego mamy wrócić w poniedziałek) i pojechałyśmy do centrum, gdzie spotkałyśmy się z Ilarią, która pracuje również tam, niedaleko Duomo w centrum informacji dla młodzieży/młodych. Wypiłyśmy małą kawkę, stojąc przy ladzie – początkowo chwyciłam swoją filiżankę i chciałam gdzieś iść usiąść, ale dziewczyny się nie ruszały sprzed kasy i tam piły swoje kawy, więc zrobiłam tak jak one :D. Ilaria zabrała mnie do centrum informacji, zaproponowała sporo ciekawych gazet i ulotek, żeby śledzić, co dzieje się w mieście, potem pokazała mi muzea warte odwiedzenia i zajrzałyśmy do sklepu wyrobić dla mnie kartę telefoniczną włoską. Przez chwilę nawet sama rozmawiałam z panią w salonie i nawet (chyba?!) trochę załapałam, o czym mówiła, a była naprawdę pomocna i wszystko wyjaśniała spokojnie i z dużą dozą życzliwości. I oto jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch numerów telefonów :D.  Wracając na Via Parini zajrzałam z Ilarią do księgarni i nabyłam dwie książki po włosku, na różnym poziomie zaawansowania, żeby zbombardować się do reszty językiem.

Margo zadzwoniła do mnie (robiąc tym samym chrzest mojego telefonino) i powiedziała, gdzie się umawiamy na przyjęcie urodzinowe jej koleżanki i jak mogę tam trafić. No i potoczyło się szybko…

Ciekawostki:

W języku włoskim występują  takie same powiedzenia: nie rzucaj pereł pomiędzy wieprze/świnie ; kto ma szczęście w grze, nie ma szczęścia w miłości.

Wodę w Mediolanie można śmiało pić prosto z kranu, a także na placach i w miejscach publicznych z takich ‘wodopojów’ – kraników ustawionych ku uldze turystów i tubylców; dziś chyba było ze 30 stopni!

Jedzenie tutaj jest tak inne, smaczne i ciekawe, że co chwilę coś tu podjadam… Ilaria nie pocieszyła mnie w tej kwestii bardzo, mówiąc, że poprzednia wolontariuszka Anete przytyła w pierwszym miesiącu 4 kg… Ciekawe, czy rzeczywiście wrócę nieco krąglejsza :D?!

 

10.10.11

Tortellini con gorgonzola i noci

Wolna sobota

Od rana przeszłam się na stację pociągu miejskiego, sprawdzić, jakie mam połączenia do stacji Porta Vittoria, skąd mam w miarę blisko do szkoły językowej.  Nie wiem dokładnie, jak się tam wsiada na tych peronach i jak się kasuje kartę, ale no chyba nie może to być aż tak skomplikowane. Przy okazji – dziś 3 razy różne osoby prosiły mnie o pomoc, by gdzieś dotrzeć, dwa razy po włosku i raz po angielsku, no i różnie mi wychodzi to spieszenie z pomocą;/.

Potem podjechałam do Duomo metrem i skierowałam swoje kroki do Santa Maria delle Grazie, gdzie też można obejrzeć Ostatnią wieczerzę Leonardo Da Vinci, później spacerkiem w okolice kościoła św. Ambrożego  (mijałam to muzeum nauki i techniki, gdzie byliśmy w zeszłym roku, teraz dopiero do mnie doszło, jak wszystko tu łatwo można w sumie znaleźć i szybko).  Po raz pierwszy weszłam do jednej z najstarszych świątyń zachodniego chrześcijaństwa, jak doczytałam w przewodniku, San Lorenzo alle Colonne, gdzie akurat para młoda sobie ślubowała. I przyznam, że wyglądali pięknie, świeżo i radośnie, a po przysiędze wszyscy zaczęli im klaskać i się cieszyć. W kościele tym stoi jedna odwrócona do góry nogami kolumna, symbolizująca „chrześcijaństwo podnoszące się z ruin pogaństwa”  (Mediolan i jeziora – przewodnik Wiedzy i Życia). Przed kościołem San Lorenzo stoi 16 korynckich imponujących kolumn, rzeczywiście cały plac robi wrażenie. Kiedy jednak szłam dalej od centrum w stronę kościoła Sant’Eustorgio (to specjalnie z ukłonem w stronę Marysi J) i dalej w kierunku kanałów, widać było, że budynki są nieco bardziej zaniedbane, nieodrestaurowane, część wręcz zniszczona lub grafficiarze dali znać, że żyją w tej okolicy.  Na szczęście właśnie tam zaczęłam odczuwać nieco mocniejszy wiatr i ochłodę, następnie gwar przy ryneczku z warzywami i zaraz obok stragany pełne ryb i owoców morza. No właśnie, widok na Naviglio Grande (wielki kanał) będzie mi się kojarzył z rybim zapachem, ale wcale nie w złym sensie. Zdawało mi się, że to już inne miasto. Podobno warto zajrzeć tam w ostatnią niedzielę miesiąca, bo ciągnie się tam wielki targ staroci i zapewne morze ludzi…

No i poczułam tam zmęczenie. Naprawdę duchota i upał zaczęły mi mocno doskwierać, więc ruszyłam w drogę powrotną do domu, zrobiłam zakupy i na obiad zaserwowałam sobie tortellini z gorgonzolą i orzechami.

Wyrzuciłam też, zgodnie z segregowaniem śmieci prowadzonym przez gospodarza, śmieci pozostałe jeszcze od imprezy w środę i kilka rzeczy, które siłą rzeczy się zebrały.

Po obiedzie, kiedy do mnie doszło, że przecież dzielnica Brera – dzielnica artystów , jest 15 minut drogi stąd, poszłam powałęsać się jej małymi uliczkami naszpikowanymi kawiarenkami i małymi uroczymi sklepikami z niemałymi i zdecydowanie mniej uroczymi cenami. To już chyba reguła tu, nie kupować w małych sklepikach, a raczej w supermarketach 😀 (tak mi powiedziała Grazia i będę jej słuchać!).

Dochodzi 16.10 i padam, Barbara ma jeszcze dziś dać znać i mamy pójść gdzieś razem z jej przyjaciółmi wieczorem.

Pisała do mnie też Maja, wolontariuszka EVS z tej samej organizacji wysyłającej Jeden Świat, która parę dni temu zaczęła wolontariat w Cremonie, że we wtorek będzie  tu w Mediolanie, gdzieś w okolicy Universita Cattolica i może uda nam się spotkać J!

I jak na razie – codziennie obserwuję, że Włosi sporo palą, na placach, ulicach, rozmawiając, siedząc w kawiarence, na przyjęciu, zdaje się, że jest to nałóg narodowy.

Druga rzecz, która mnie ujmuje w pewien sposób, to to, że właściciele małych sklepików noszą na co dzień w pracy małe fartuszki (grembiuli) zawiązane wokół pasa, dodaje to im jakiegoś uroku!

Z Barbarą umówiłam się wieczorem na stacji Cadorna, dość zatłoczonej, i stamtąd ok.21.30 ruszyłyśmy czerwoną  linią do Lampugnano. Na miejscu poznałam bardzo sympatyczną parę Francescę i Alberto, jesteśmy umówieni na zrobienie kolacji polskiej i może już w przyszłym tygodniu uda nam się zobaczyć J.  Były tam targi-imprezy związane chyba z partią demokratyczną, a może ta partia to sponsorowała (?), nie wiem dokładnie, w każdym razie były stragany z pamiątkami – też europejskimi (typu pamiątki, falgi, informacje), stragany i budki z jedzeniem, miejsca gdzie grano muzykę, odbywały się koncerty, były mnóstwo ludzi i było tak studencko. Usiedliśmy w takiej quasi knajpce na świeżym powietrzu, piliśmy piwo i wodę mineralną, a Barbara, Francesca i Alberto zamówili też coś w rodzaju focacci, takie większe kwadratowe i małe okrągłe, a do tego wybór serów, wędlin i smalec;). To mnie ujęło, swojski smalec  – lardo, choć miał nieco inną konsystencję i smak niż ten polski ze skwarkami. Trochę rozmawialiśmy, pytali mnie, co dotychczas zauważyłam  u Włochów :D. Hehe, śmiali się sami, że tak dużo gestykulują, choć i tak tu na północy mniej niż na południu. Potem dosiadł do nas Frederico, który uczy włoskiego i niemieckiego, i niebawem wyjeżdża na rok szkolny do Austrii, uczyć „młode nastolatki myślące o jednym”, jak to podsumował Alberto. W sumie Alberto uczył mnie samych nieformalnych (delikatnie mówiąc) zwrotów w języku włoskim, co było zabawne i naprawdę (pewnie jeszcze przez to piwo) poczułam się rozluźniona, bo tu naprawdę wszyscy mnie wspierają i nawet, jak klecę zdanie piąte przez dziesiąte, to mi pomagają i dalej prowadzą rozmowę.

Ale czas zleciał bardzo szybko i musiałyśmy zbierać się z Barbarą na ostanie metro z tamtego przystanku o 00.01 i potem na stacji Cadorna wskoczyłam w metro do stacji Moscova i po 5 minutach byłam na miejscu. Metro jest niesamowicie szybkie.

Ale co najgorsze, zaczęłam jak Włosi przechodzić na światłach i na ulicy, no i nawet spóźnienia do 20-25 minut powoli nie robią na mnie wrażenia. Zresztą, jak powiedziała wczoraj Ilaria, we Włoszech się ciągle na coś czeka J!

 

11.09.11 NIEDZIELA

 

Msza święta w kościele (4 minuty ode mnie pieszo) zaczęła się o 11.00. W kościele spotkałam Pg, Antonio i Grazię, wszyscy podeszli do mnie się przywitać i Pg powitał mnie słowami Benvenuta – miło cię tu widzieć. Wszyscy oni są, zdaje się, mocno związani z Kościołem Św. Anioła właśnie. Sam kościół jest spory, ale wydaje się pusty. Majestatyczny, ale na mszy św. niedzielnej nie było wiele osób. Głównie starsi ludzi. Nie widziałam nikogo w moim wieku. Ewangelię i czytania mogłam przeczytać (jednocześnie słuchać) w przygotowanych biuletynach na dzisiejszą niedzielę. Choć z czytaniami, ale już na pewno z ewangelią jest tak, że nie trzeba rozumieć dobrze języka obcego, ponieważ tak czy siak, zna i pamięta się te fragmenty, jak ten dzisiejszy o wybaczaniu nie siedem razy ale siedemdziesiąt siedem!

Wszyscy w kościele wydawali się zżyci, na znak pokoju ksiądz zasugerował, abyśmy spojrzeli sobie w oczy głęboko jak zakochani, zdaje się, że słowami Pace stia con te (chyba tak – pokój niech będzie z tobą) i podaniem ręki przekazuje się tu dużo serdeczności, tylu ludzi do mnie się odwróciło, podeszli Grazia, Antonio, ksiądz wyszedł zza ołtarza i śmiało podszedł do ludzi, podał rękę, przywitał, uściskał. Może nie było tu wielu wiernych, ale czuć, że są wspólnotą. Muszę pomyśleć o zapisaniu się do jakiegoś chóru. Ale poczekam, jak ułoży mi się mój plan zajęć w tygodniu, bo z zajęciami z włoskiego 4 razy w tygodniu, odbywającymi się w różnych miejscach Mediolanu, jazdą do pracy  w różnych porach dnia itd. Może być trudno.

Ksiądz wspomniał też o czymś, o czym już wiedziałam od Grazii, o La Tenda del Silenzio, Namiocie Ciszy, który ma być postawiony przy kościele Santo Lorenzo, będzie tam można się przejść w przyszłą niedzielę i poniedziałek między 16 a 23.00. Ma to byś symbol jednoczenia różnych religii, postulat głoszenia pokoju, przekonania, że dla każdego jest tam miejsce.

Warto też wspomnieć o odbywającym się w Mediolanie międzynarodowym festiwalu muzyki MITO. Jest to już piąta edycja. W wielu miejscach, na placach, w kościołach, codziennie odbywają się różne koncerty muzyki głównie klasycznej, ale też jazzowej, czy nieco bardziej etnicznej, na które wejście jest wolne lub kosztuje od 5 do ok.25 euro.

Jest  15.15. Spacer zajął mi ok.2 godziny. Teraz piszę popołudniami i czasem w nocy, jak wrócę, domyślam się, że jak zacznie się nauka i praca, no i jak dołączy do mnie Marketa, nie będę miała tyle czasu, by notować codzienne chwile. Dziś ruszyłam w stronę Rotonda di Via Besana, przypomnieć sobie miłe chwile z zeszłego roku, gdzie obserwowaliśmy zabawę urodzinową małych dzieci i clowna, który miał je zabawiać, a Bartek zawisł na jednym z drzew pośrodku Rotondy, dając tym samym niechlubny przykład dzieciom i, jak domyślam się, robiąc wbrew panu clownowi :D. No więc sama trasa prowadząca do Rotondy nie jest zbyt ciekawa, zaniedbane, rozkopane ulice, obdarte budynki, oklejone plakatami ściany, no i remonty i jeszcze raz remonty, sama Rotonda nie robi takiego wrażenia, bo wszystko jest właśnie w trakcie naprawy. Ale zrobiłam kilka zdjęć, ze szczególnym uwzględnieniem gołębi, specjalnie dla Taty.

Po drodze do Rotondy można zatrzymać się i skorzystać z rzadkiego dziś cienia 😉 w ogrodzie Giardino della Guastalla. Przy ulicy Sforza stoi też wielki budynek Ca’ Grande uniwersytetu państwowego Universita Statale, mieszczą się tu obecnie wydziały humanistyczne i jest to miejsce opanowane przez studentów w trakcie roku akademickiego. Kiedyś  Ca’ Grande (Casa Grande = Ospedale Maggiore, czyli Wielki Dom = Szpital Główny) pełnił właśnie funkcje super nowoczesnego szpitala, jego budowa zaczęła się już w XV w. Wracając Corso di Porta Romana zahaczyłam o znaną wieżę Terra Velasca, której nie udało nam się zobaczyć w maju zeszłego roku. Jak czytam w przewodniku, jest ona „symbolem nowoczesnego Mediolanu”, znajdują się w niej biura i mieszkania i rzeczywiście jest oryginalna, podobno porównuje się ją do średniowiecznych wież z powodu wyglądu jej górnej części. Ale czy sama wieża zachwyca?!

Ciekawostki:

Na trawnikach, w parkach na ławkach i trawie, ale też na materacach przed budynkami mieszkalnymi spotyka się bezdomnych, którzy w ten sposób nocują. Noce są bardzo ciepłe, zastanawiam się jednak, co dalej. Nikt ich nie przegania, ale też codziennie widuję w tych samych miejscach (chyba) tych samych ludzi, czyli raczej też nikt nie zwraca na nich uwagi.

Może dlatego, że mieszkam w centrum, ale chyba niekoniecznie, uderza mnie kolorystyka Włochów. Ubierają się kolorowo, w jaskrawe kolory, w pastele, w różne wzory, to mi się akurat podoba. Panowie Włosi mają też tendencję do kolorowych koszul, np. różowych, purpurowych, fioletowych.

Codziennie widzę plakaty H&M, na których ubrania reklamuje Anja Rubik (tak się pisze?), Anja jest wszędzie ;>!

W grudniu świętuję się tu dzień patrona – Świętego Amrożego, jest to dzień wolny od pracy, podobne każde miasto w ten sposób oddaje hołd swemu patronowi. Margo mi mówiła, że ponieważ z włoską ekonomią nie jest za dobrze, myślano o tym, żeby połowę takich różnych świąt/okazji (a zdaje się, że jest ich nie mniej niż u nas w Polsce), no czy choćby jakąś ich część, przestać świętować w ten sposób, że nikt nie pracuje, szkoły i instytucje, biura nie pracują. Zdaje się, że pomysł nie przeszedł ;).

Dziś po raz pierwszy na Placu Reppublica słyszałam rozmowę w języku polskim – che bella lingua!

Reklamy

One thought on “Dobiega końca pierwszy tydzień w Mediolanie

  1. Przytaczajac znane wszystkim: Zdrowie, ile cie trzeba cenic… Jak zaczal dokuczac mi bol glowy myslalam co moze byc jego przyczyna i odkrylam malo odkrywczo – KOMPUTER!!! Nie ma to jak siedziec godzinami przed kompem i glupio tracic czas na jakis pierdolach.. Niemniej jednak nieraz trafia sie na takie fajne artykuly i ponownie wciagnieta jestem na dlugie godziny. Dziekuje autorowi za moje dolegliwosci 😉 Zeby tylko takie byly przyczyny chorob. Do zobaczenie/przeczytania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s